Tworzymy nowy dział: „Wywiady Umysłu”, w którym przedstawiamy ciekawe wywiady w formie pisemnej, z osobami po różnej stronie barykady choroby psychicznej. Chcemy zebrać rozmowy z pacjentami, rodziną chorego, lekarzami i psychologami oraz osobami z NGO. Rozmowy ogniskują wokół różnym aspektom kryzysowania, chorowania i procesu zdrowienia.
Każdy może zgłosić chęć wzięcia udziału w wywiadzie. Po kontakcie z nami, prześlemy pytania mejlem. Można wziąć udział anonimowo lub pod pseudonimem, Zachęcamy do wzięcia udziału w tej akcji.
aktualizacja: 2026-07-22
-
Przedstaw siebie i Twoje życie w kilku zdaniach?
Kiedyś pewna komedia zaczynała się od słów Steve Martin „urodziłem się w biednej murzyńskiej wiosce…”. Ja mogę powiedzieć, że urodziłem się w pewnym małym mieście gdzieś pośrodku Polski. Owemu miejscu poświęciłem pewne opowiadanie „Wspomnienia z Miasta Bezprawia”… To „gdzieś, pośrodku Polski”, było miastem robotniczym głównie, ale również stacjonowało tam wielu żołnierzy, a wszystko to było okraszone, niesamowitą przestępczością. Wychowywał mnie niedoszły trep, robotnik, który miał na tyle woli w sobie i moralności, że nie zboczył na drogę bezprawia, próbując mnie wychować. To mu się udało, pomimo że wychowanie ograniczyło się, jak patrzę na to wstecz, tylko do zapewnienia bytu materialnego.
Matka moja, jak pisałem w pewnym wierszu w przypływie psychozy, to „[…] przydrożna wiedźma. W szynku traktów i rynsztoków […]”. Tyle i aż tyle. Po niej, a właściwie z jej linii genealogicznej, odziedziczyłem syndrom DDA i /”skłonności do choroby psychicznej” – tyle i aż tyle…
Jednak sam mając dzieci po kilkudziesięciu latach od opuszczenia domu moich rodziców, i mój tata i moja mama są moimi bohaterami i wiem, że i tak nie osiągnąłem tyle ile oni, przy czym dzięki nim i ich niesamowitemu trudowi każdego dnia, miałem o wiele łatwiej w życiu.
To, kim jestem, co przeszedłem i jaki bagaż mam na plecach, w głowie, w we krwi – jest przez mój dom rodzinny, którego tak naprawdę nie miałem nigdy – w ‘Mieście Bezprawia’.
Po bardzo sportowym dzieciństwie, jeszcze bardziej burzliwym dorastaniu, w 2001 roku trafiłem do Gdańska na studia. I zawsze dumnie wypowiadałem, że studiuję w Wolnym Mieście Gdańsku. Wtedy nie dostrzegałem upiorności tego miejsca. Szczególnie gotyckiej jesieni otulonej zawiesiną złowrogiej czerni i zanurzonej głęboko w błoto – dosłownie. Do tego po latach wiedziałem, że to miasto portowe, a jak każde miasto portowe – jest pełne przemocy, wyzysku, seksu, potu i łez…
Jesienią 2003 roku, po powrocie z USA, gdzie pracowałem jako ratownik basenowy, dopadła mnie silna psychoza. I tak z rozświetlonego Waszyngtonu, gdzie sam zarabiałem na siebie i to nie mało, miałem sposobność osiąść we Florydzie jako ratownik oceaniczny – i proponowano mi zostanie na studiach na Uniwersytecie Columbia. Nagle opadłem lotem upadającego listka w drugiej połowie października w gdańskim wojewódzkim szpitalu psychiatrycznym. Do dzisiaj nie mogę wygrzebać się z przekonania, że ktoś dał mi w tych stanach albo krótko po tym niesamowitą tabletkę gwałtu, która nieprzerwanie gwałci mnie już ponad 20 lat – i nie wykluczam, że mogły być to służby…
Służby nie służby…, na szczęście dzięki uporowi, opiece matki, oddziałowi dziennemu szpitala w Gdańsku i może hardemu usposobieniu i sportowej walki do końca – ukończyłem studia i to tak, że z rozpędu zrobiłem również dodatkowy fakultet… Podbiłem, serce kobiety, w której zakochałem się jeszcze w 2001 roku i z nią studiowałem. Ma na imię Magdalena i dzięki niej jeszcze żyję i stworzyliśmy razem nowe życia: Tomasza, Maje i Annę.
Często przez chorobę nie doceniam Magdaleny, ale to ona jest dla mnie największą wygraną życiową i tą złotą tabletką, dzięki której dawno się nie zabiłem i jakoś się trzymam – pomimo dwudziestoparoletniego życia ze schizofrenią paranoidalną…
Ona – Magdalena – jest moim bohaterem… Ktoś nazwał ją siłaczką, jak usłyszał, przez co przeszła ze mną i moją chorobą psychiczną. To prawda jest niesamowitą siłaczką…
A ja jestem wątły. W trakcie kilku terapii grupowych, indywidualnych, dzięki czytaniu polecanych książek – dzisiaj wiem, że obok schizofrenii paranoidalnej, mam zespół DDA, w wyniku śmierci mojego brata na moich oczach w Tatrach – również PTSD, a na końcu od noworodka mam pewne spektrum autyzmu i ADHD. Jednym słowem dużo wiem o sobie, a jednak nie ufam sobie i nie będę ufał chyba nigdy…
To tyle – jeśli chodzi o krótki wstęp.
-
Jak wygląda Twoje samopoczucie dzisiaj? Jakie było wczoraj? Jakie wg Ciebie będzie jutro?
Dzisiaj jest dobrze. Często moim lekarkom psychiatrii odpowiadałem na pytanie o samopoczucie dzisiaj w skali od 0 do 10 lub od -10 do 10, gdzie np. -10 to głęboka depresja, myśli samobójcze; a 10 to psychoza i odlot w kosmos. Zatem dzisiaj bez kozery powiem 5 w skali od -10 do 10. Jednak jeszcze wczoraj było to -1, a jeszcze kilka dni wcześniej -5. Jeszcze 5 dni temu, miałem myśli rezygnacyjne, spałem po 12 – 14 godzin na dobę i ocierałem się o niemałą depresję. Wczoraj natomiast nie mogłem zasnąć i usnąłem dopiero o 5 nad ranem… A dzisiaj, jak widzicie, mam siłę, moc sprawdzą i motywację, aby zacząć kolejny raz tworzyć, pisać i działać. Pomimo, że wstałem o 8 rano i do tego rześki i wypoczęty…
-
Patrząc na 10-20 lat wstecz opisz, co było Twoimi największymi osiągnięciami, a co uważasz za swoje porażki?
Myślę, że ukończenie studiów, pomimo zachorowania na początku 3 roku było niewątpliwie osiągnięciem. To dało mi zawód, stabilność finansową, a co za tym idzie zdobycie i utrzymanie wybranki mojego serca, z która stworzyliśmy nasz wspólny dom…
W mojej historii chorowania ponad 20-letniej, spotkałem setki osób, którym choroba złamała życie, właśnie w trakcie zdobywania zawodu, nauki, studiów. Potem już nie kończyli, tego co zaczęli. I resztę życia wegetowali np. na rentach lub w słabo płatnych pracach, które często pogłębiały ich niską samoocenę, czy mizerność bytu przy masie energii wkładanej w pracę poniżej ich wiedzy, kwalifikacji i aspiracji.
Kiedyś dyrektor gdańskiego szpitala psychiatrycznego zapytał mnie, co sprawiło, że ja pomimo choroby tak sobie dobrze radzę w życiu i że się nie poddałem już dawno… Po krótkim zastanowieniu odparłem, że chyba przez sport, który w młodości wyczynowo uprawiałem. To sport nauczył mnie walki do końca, natychmiastowego wstawania po upadku i że wszystko jest możliwe, póki jesteśmy w grze.
Moją największą porażką, uważam, jest dopuszczenie do zachorowania psychicznego. Pomimo, że dziedziczyłem tzw. predyspozycje do choroby psychicznej, ale niestety nie wiedziałem o tym. Gdybym wiedział, nie wspinałbym się niczym Ikar tak wysoko w używkach wszelakich, tempie życia, niezliczonych przygodach i innych szaleństwach.
-
Czy czujesz się wypalony życiowo lub/i zawodowo?
Czasem bywam wypalony zawodowo – choć bardzo lubię swoją pracę, ale po chwili zadaje sobie pytanie, jeśli nie ten zawód (informatyk), co innego miałbym robić? To zawód stworzony dla kogoś z przypadłościami psychicznymi. Można pracować zdalnie lub z biura, nie musi się aż tak bardzo dogadywać z innymi, gdyż koledzy z biura nierzadko również mają problemy interpersonalne. Nawet nie trzeba aż tak bardzo dbać o higienę, gdyż i tak przyjęło się, że prawdziwy informatyk chodzi w tej samej flanelowej koszuli w kratę. A na poważnie – mogłem zostać nawigatorem na statkach, gdyż między 2 a 3 rokiem studiów na Politechnice Gdańskiej dostałem się na 2-gi rok nawigacji w Akademii Morskiej w Gdyni. Mało brakowało, a zmieniłbym uczelnie, a to zapewne by sprawiło, że po ukończeniu Akademii i pływaniu przez kilka miesięcy, czy lat – choroba by się odezwała i zostałbym na lądzie bez zawodu… Po zakończeniu Politechniki Gdańskiej prawie ukończyłem kurs na prawo jazdy ciężarówką organizowany przez Urząd Pracy. Wtedy, w 2007 roku, w co trudno dzisiaj uwierzyć, było więcej pracy dla kierowców niż w branży IT. Ale i tak już wtedy będąc z diagnozą incydentu paranoidalnego, szybko bym stracił pracę jako kierowca, gdyż na przestrzeni 2007 a 2024 miałem wiele zaostrzeń maniakalnych i psychotycznych.
A co do wypalenia rodzinnego i egzystencjalnego, każdy z nas, jak pisał mój ulubiony pisarz polski – Waldemar Łysiak – ma swoją łajbę do odnowienia i ruszenia w nią w nieznane, zostawiając wszystko na brzegu – problemy, pracę, rodzinę. Też miewam czasem swoja łąjbe – o której się marzy, ale nigdy nie wsiada…
-
Jak w kilku zdaniach przebiegała Twoja choroba?
Złożone pytanie, na część z tego pytania już odpowiedziałem.
Moja choroba, usypia się, usypia mnie i moje otoczenie, aby nagle dać niekontrolowany wybuch i wynieść mnie na orbitę okołoziemską, z której miesiącami lekarze w szpitalach muszą mnie z powrotem na ziemię mozolnie sprowadzać. Jednak za każdym razem składałem rozsypane lustro, z kawałkami mojej twarzy, osobowości, układów rodzinno-towarzyskich, ponownie w całość. Nauczyłem się przez lata składać to lustro coraz szybciej, ale niestety coraz trudniej składać wielokrotnie zbite lustro…
-
Jak przebiegała Twoja droga zawodowa przed zachorowaniem?
Zawodowo też miałem wiele szczęścia, trafiając na dobrych ludzi w złych firmach lub jeszcze lepszych ludzi w dobrych firmach. Sam fakt, że byłem hospitalizowany po 3 – 6 miesięcy ponad 10 razy na przestrzeni 20 lat, jednocześnie pracuję zawodowo nieprzerwanie na umowę o pracę już 18 lat. To głównie zasługa tego, że zdobyłem dobre wykształcenie, dzięki ciężkiej pracy moich rodziców, ale też ustawienia raz jednego leku przez pewnego dobrego lekarza – wspomnę jego imię i nazwisko – dr. Piotr Radziwiłowicz, który około 2005 roku miał wypowiedzieć po bardzo długim wywiadzie lekarskim pamiętne słowa dla mnie: „Moi koledzy po fachu już nie przypisują tego leku, ale ja jestem przekonany, że właśnie na Pana idealnie zadziała” I tak przez kolejne 4 lata zażywałem lek, już obecnie wycofany z Europy – Trilofan. To dzięki niemu już nie spałem na ostatnich pulpitach w audytoriach, mogłem ponownie zacząć się uczyć i zapamiętywać, a choroba nie powracała tak często.
-
Co możesz powiedzieć o osobach chorujących psychicznie/doświadczających kryzysów psychicznych, które napotkałaś na swojej drodze?
Napotkałem bardzo wiele osób – jak ja to nazywam – „z branży”, nie tylko chorych psychicznie. Mieszkałem na oddziałach z alkoholikami, narkomanami, a nawet mordercami – przypadkowymi lub nawet subiektywnie oceniając, zawodowymi. Co człowiek, to historia, często bolesna – do tego obarczona głazami u nogi lub głazem na plecach jak Obelix ze znanego komiksu. Z głazami ciężko się idzie, głaz niesie rodzina obok, np. alkoholika. Głaz ciągnięty jest u nogi w postaci depresji. Głaz na plecach w postaci leków pozwala iść o wiele wolniej, ale dana osoba nie odlatuje w kosmos psychozy.
-
Czy zgadzasz się ze słowami prof. Antoniego Kępińskiego, że chorzy psychicznie/schizofrenicy: „więcej czują i inaczej rozumieją, I dlatego bardziej cierpią”? Odpowiedź uzasadnij.
Na przestrzeni 20 lat chorowania spotkałem setki osób, w Internecie, jak i w życiu codziennym, będąc na licznych hospitalizacjach na oddziałach całodobowych, jak i dziennych. I wiem, że słowa prof. Kępińskiego są jak najbardziej prawdziwe. Sam czuję się, po przejściu bariery choroby, o wiele słabszy psychicznie, często niepewny. Wrażliwość na bodźce wzrosła, do tego stopnia, że spotkanie, prelekcja, a nawet sam udział np. w konferencji, czy towarzyskim spotkaniu – wywołuje później nawałnice bezsenności, depresji czy dużej ilości energii. To, że osoby chore na schizofrenię więcej czują, też się objawia inaczej. Najwięcej osób twórczych spotkałem właśnie wśród osób z „branży”. Malarzy, fotografów, architektów, twórców audio – wizualnych, kończąc na poetach.
To, że czują bardziej też determinowało u tych wszystkich osób ich krzyże i głazy choroby. To, co spływa bezboleśnie po osobach zdrowych – nas chorych niemalże zabija i to zabija często co dzień…
-
Co było najtrudniejsze w Twojej drodze zdrowienia?
To było już dawno, ale myślę, że to było zrozumienie, że to choroba. Stało się to po 2 latach od pierwszej hospitalizacji, przez przypadek, na tzw. spotkaniach absolwenta w szpitalu psychiatrycznym w Gdańsku. Kilka zdań pewnej Pani sprawiło, że to dotarło do mnie, że nie jestem jednak Neo i że to we mnie jest błąd Matrixa… Ta Pani nie była nawet lekarzem psychiatrą, ani psychoterapeutą – była to nauczycielka między innymi języka polskiego w przyszpitalnej szkole. Ona w prostych słowach powiedziała, że według statystyk medycznych ta Wasza choroba sprowadza się do 1 do 3 lat brania leków po pierwszym epizodzie psychotycznym, kolejne 5 lat od drugiego epizodu. Jak dopuścicie do 3 i kolejnych epizodów leki trzeba będzie brać do końca życia. Na koniec Pani ta, powiedziała, że możemy nie brać leków – ale życie będzie bardzo trudne i będziecie męczące dla Was, jak i Waszego otoczenia… Niby nic odkrywczego, ale autorytet tej Pani i zaopiekowanie się nami na tych spotkaniach przez nią otworzyło mi jakoś oczy na to wszystko.
-
Czy myślisz, że system opieki psychiatrycznej w Polsce jest właściwy, wydolny, skuteczny? Uzasadnij swoje stanowisko.
Myślę, że nie jest wydolny, ale nie jest aż tak źle – jak krążą liczne opinie między nami Polakami. Często są skrajne przypadki zaniedbań, błędów w sztuce lekarskiej i chroniczny brak pieniędzy na leczenie. Jednak moim zdaniem w lecznictwie, nieważne ile byśmy skierowali funduszy z budżetu – zawsze będzie za mało, gdyż np. zakupi się lepszy sprzęt diagnostyczny czy wykona o 10% więcej operacji albo zrefunduje kolejny drogi lek. Jednak zarządzanie lecznictwem, jest często powierzane lekarzom, a nie menadżerom. Sam spotkałem na pewnym kursie jednego z dyrektorów pewnego akademickiego szpitala, który zadziwił mnie przenikliwością, inteligencją i analitycznym umysłem ekonomicznym. Jego szpital od kilku lat miał się coraz lepiej. Dzięki skrojonemu na miarę systemowi informatycznemu, czy podejściach tzw. zarządzania amebą, które zostało wzięte z narzędzi Lean Management – podwoili obsługę pacjentów przy zmniejszeniu kosztów prowadzenia szpitala, nie mówiąc już o wyjściu finansów szpitala na plus, które były przeznaczone na dalsze inwestycje.
Z drugiej strony mamy świetnych lekarzy, którzy niestety uciekają na prywatne praktyki. Każdy z nas chce zarabiać więcej niż mniej… i nie musi być lekarzem… Doktorów Judymów nie ma albo jest ich niewielu, szczególnie w systemach kapitalistycznych za wszystko się płaci. To czemu nie przyjmować pieniędzy za coś, co dla człowieka jest najcenniejsze – czyli zdrowie… Strona ZnanyLekarz.pl, która miała poprawić dotarcie do lekarzy z wizytami prywatnymi – dla chorych, stała się moim zdaniem przekleństwem ludzi szukających pomocy medycznej. Gdyż sami lekarze zauważyli, że w tym samym mieście, kolega po fachu kasuje za wizytę 2 albo nawet 3 razy tyle co ja i ma się świetnie. To i ja podniosę cenę wizyty do jego poziomu. I tak wizyty prywatne są coraz droższe.
Dopiero człowiek, który zwiedził świat, widział opiekę medyczną w USA czy Wielkiej Brytanii – może oceniać nasz system opieki medycznej – który nie jest aż taki zły – szczególnie, widać to np. na moich receptach gdzie płacę za miesiąc kuracji w aptece niecałe 10 zł, a poniżej jest faktyczny koszt tych leków, opiewając na 1 000 czy nawet 2 000 zł.
A co z opieką psychiatryczną? Myślę, że też nie jest tak źle, bo nie widzimy na ulicach naszych polskich miast chorych psychicznie w psychozach, czy narkomanów na głodzie. Zdarza się, że oddziały psychiatryczne są przepełnione, szczególnie na oddziałach dla dzieci i młodzieży… Temu miała zaradzić huczna reforma polskiej psychiatrii wspomagana grubymi milionami z UE trwająca co najmniej od 2015 roku… Na wielkim gadaniu się skończyło, pieniądze zostały zmielone, jak to mówię. A skutek jest jeszcze mało widoczny – może trzeba poczekać na skutki tej wielkiej reformy i dać jeszcze jej szansę.
Reforma w wielkim skrócie polegała na likwidacji łóżek w szpitalach molochach i „pójściu z tymi łóżkami” do potrzebujących pomocy tam, gdzie oni są… Miały powstać 3 warstwy lecznicze. Powstał nowy zawód Asystent ds. Zdrowienia, dla osób po kryzysach psychicznych, które obok terapeutów, lekarzy miały dopełniać proces leczenia. Powstały przez te lata Centra Zdrowia Psychicznego (CZP), które rok temu liczyło około 130 takich punktów na mapie Polski. Między czasie od kilku lat trwa eksplozja problemów psychicznych wśród dzieci i młodzieży – licząca statystycznie dziennie kilka prób samobójczych, niezliczone rzesze dzieci w depresji i okaleczające się. Świetnie to zobrazowała Martyna Wojciechowska, której Fundacja Unaweza przeprowadziła projekt „MŁODE GŁOWY – otwarcie o zdrowiu psychicznym”. Raport z tego projektu zatrważa i daje do myślenia, nam dorosłym, jak mają się nasze dzieci, nasi uczniowie, nasze młode społeczeństwo.
-
Czy masz pomysły na zmiany w opiece psychiatrycznej w Polsce?
Myślę, że problemem stanu psychiatrii w Polsce jest jej brak dobrej koordynacji i zarządzania odgórnego i to w ujęciu holistycznym. Kiedyś byłem leczony w innym szpitalu niż zwykle i zaskoczyło mnie, że w nim nie można robić kawy całą dobę i jakoś w nocy nie łazi n-pacjentów nakręconych kofeiną… Też całkiem logiczne wydało mi się, że łaźnie są otwierane godzinę przed śniadaniem i godzinę przed kolacją. To motywowało do wstania jednak i umycia się o określonej godzinie. Personel też miał łatwiej, gdyż sprzątaczki myły te łaźnie dwa razy na dobę. Potrwało kilka lat i w szpitalu w Gdańsku również nie można pić już kawy w nocy… A co by było gdyby lekarze, personel pomocniczy wraz z menadżerami z różnych ośrodków leczniczych opracowali dobre praktyki w leczeniu na oddziałach całodobowych, jak i dziennych i gdybyśmy wdrożyli to we wszystkich szpitalach w Polsce?
A jak jest dzisiaj? Pacjenci prześcigają się w opiniach, w których szpitalach jest gorzej od innych. Co ich złego spotkało i jak okropnie było za kratami. Z drugiej strony jest personel, który często nic nie może, ma traumy i często powinien być otoczony wsparciem psychologicznym. Sam fakt wejścia na typowy oddział całodobowy to zazwyczaj wejście do jaskini smrodu, zabarwionego niepewnością i strachem.
Też w swoim czasie dokonałem wpisu na moim blogu na Wortalu Piękny Umysł, że lekarstwem na wieczne niedoszacowanie finansowe, dziury i nadużycia w NFZ, byłoby stworzenie dwóch NFZtów lub nawet trzech. Które funkcjonowałyby na tym samym obszarze i starały się konkurować z pozostałymi np. przez optymalizację kosztów czy podnoszenie jakości obsługi.
-
Na przestrzeni lat polska psychiatria dzieliła się na tę północna, której wzorem jest prof. Tadeusz Bilikiewicz i ufność w farmakologię oraz na psychiatrię południową, której wzorem jest prof. Antoni Kępiński i ufność raczej w psychoterapię. Jak myślisz, jakie połączenie tych dwóch podejść jest najlepsze dla chorujących i najskuteczniejsze, jeśli chodzi o rezultaty leczenia?
Z moich obserwacji potwierdzam ten podział i myślę, że Centra Zdrowia Psychicznego miały być tym odłamem prof. Antoniego Kępińskiego, które podejście południowe, inaczej krakowskie, miały rozprzestrzenić na inne obszary Polski, równocześnie patrząc na to, co dzieje się w Europie Zachodniej jak i USA, odnośnie nowoczesnego leczenia psychiatrycznego.
Niestety NFZ jak i inni politycy zacierali ręce, bo spodziewali się zamknięć dużych szpitali. A nie okłamujmy się pacjent w psychozie musi być zalekowany, w dużym szpitalu, aby ochłonął i tutaj przydaje się podejście północne, czyli stawianie w dużej mierze na farmakologie.
Przez długie lata w Gdańsku, czyli w szpitalu im. prof. Tadeusza Bilikiewicza większość pacjentów po 2 miesiącach czy większej ich liczbie zostawała wypuszczana z tobołkami wprost na ulicę. Bez jakiegokolwiek dalszego wsparcia. Czasem tylko co lepszy lekarz wręczał kserokopie z listą stowarzyszeń, przychodni i miejsc dalszej terapii.
Istniał co prawda oddział dzienny w tym szpitalu, ale przeważnie przepełniony i niedofinansowany odpowiednio. Dlatego zazwyczaj pacjent ze wspomnianą kserokopią był już niby wyleczony i mógł wracać do społeczeństwa – tak przynajmniej wychodziło z komputerów NFZtu i ZUSu… Oczywiście błędnie.
-
Jeżeli miałbyś napisać list do Twojej choroby, to jaką miałby treść?
Z tym pytaniem kiedyś spotkałem się na oddziale dziennym w Gdańsku i pomyślałem, że to świetny pomysł terapeutyczny. Taki list świetnie pokazuje na jakim etapie leczenia, akceptacji i podejścia jest chory. Mój list z tamtego okresu gdzieś mam w szpargałach… Teraz spróbuje napisać kolejny, już inny, bo i inny u mnie czas.
„Droga Chorobo
Pojawiłaś się nagle, zwaliłaś z nóg – zaciągnęłaś w bardzo niebezpieczne miejsca, z którego do dzisiejszego dnia wracam krętą, często ciemną drogą. Ta droga wiedzie różnie. Raz ciemną doliną, a raz rwącym potokiem. Na szczęście na tej drodze znalazłem wspaniałych towarzyszy, jak moja żona, potem dzieci. Często pomocną dłoń podawali mi wspaniali przyjaciele. Pomimo tego wszystkiego muszę się strzec, bo nagle mogę iść tuż nad przepaścią. Hamują mnie leki, dzięki którym mogę pracować, mieć rodzinę i pełnić wszystkie role społeczne. Jednak tych leków jest dużo przez ostatnie 20 lat, stąd witalność fizyczna coraz bardziej jest nadszarpnięta. I jestem ja i Ty. Ty wciąż zmienna, kapryśna i niebezpieczna. Ja z roku na rok coraz bardziej zalękniony – wydarzeniami, otoczeniem i mną samym względem innych… Pomimo tego wszystkiemu walczę, idę dalej, wracając do siebie, uczę się Ciebie każdego dnia… Dziękuje, że jeszcze żyje i mogę żyć w miarę normalnie z Tobą – moja chorobo.”
-
Co sądzisz o innych znajomych chorujących/zdrowiejących? Jakie mają postawy, charaktery i jak walczą lub nie walczą ze swoimi przypadłościami oraz realiami lecznictwa w Polsce?
W wyniku prowadzenia 11 lat Internetowej Społeczności Piękny Umysł, a wcześniej w aktywnym uczestnictwie w spotkaniach „Absolwentów” na oddziale dziennym w Gdańsku – mówiąc bez przesady – poznałem dobre kilka setek chorych. Czasem poznawałem ich na terapiach i to ze strony ich głębi. Oczywiście zachowując w pełni tajemnicę terapeutyczną – mogę powiedzieć, że są 3 rodzaje chorych. Pierwsza grupa to chorzy nigdy niezdiagnozowani lub kompletnie wypierający swoją chorobę, którzy mogą żyć wiele lat lub nawet całe życie nie lecząc się. Mówi się wtedy np. że wujek był ekscentryczny; albo babcia chyba miała jednak depresje, ale jakoś dawała radę bez lekarzy. Drug grupa to osoby, które miały jeden przeważnie incydent. Lub kilka na przestrzeni wielu lat. Oni szybko wskakują z powrotem na ubitą swoją drogę życia. Szybko wracają do zdrowych. Nawet nie chcą się po krótkim czasie spotykać z chorymi, bo znajomości te psują im reputację lub przypominają o ich kryzysie. Ostatnia trzecia grupa, to osoby, które chorują całe życie lub miały kilka incydentów, ale pozostają z chorymi przez większość życia. Często lądują na rentach, które to dobitnie skazują ich na wegetację, na etykietkę „chory psychicznie” i wpędza ich w niedostatek materialny. W tej grupie są dwie podgrupy. Ci co walczą i są tzw. wysoko funkcjonującymi chorymi psychicznie, oni to pracują często z powodzeniem i nie tylko na umowach śmieciowych w ochronie lub sprzątaniu. Zdarza się, że te osoby są wysoko wykwalifikowanymi specjalistami, inżynierami czy nawet lekarzami, właścicielami firm itd. Druga grupa to Ci, którzy tak naprawdę wegetują i często to nie ich wina, a wina choroby i silnego jej nasilenia, odporności na leki czy ogólnie sytuacji rodzinno – materialnej. Niestety instytucja renty w Polsce jest strasznie źle z konstruowana. Prawie 10 lat temu pewna lekarka z rodziny lekarskiej powiedziała mi, że renty w Polsce to utylizacja ludzi ze społeczeństwa. I miała rację moim zdaniem, szczególnie, gdy poznawałem z biegiem lat rencistów psychiatrycznych w Polsce. Otóż renty są bardzo niskie, choć za rządów PiS troszkę się poprawiło, gdyż rząd ten podniósł płace minimalne i tym samym renty; wypłacił 13 i 14 świadczenia rencistom w kilku latach. Jednak i tak zdarzało się, że poznawałem ludzi, co miesięczne renty mieli po 1 500 zł i mniej i to w latach już około 2020 roku. Druga sprawa, to limity zarobków dla osób będących na rentach. To też zależy od płacy minimalnej w Polsce, ale to są małe wartości, które można dorobić i oscylują od kilku lat troszkę ponad 4 tysiące złotych brutto miesięcznie. Zatem chory idzie na niską rentę, na której nie da się wyżyć, a też nie da się umrzeć – powstaje typowa wegetacja. Chory, też nie idzie na dobrze płatną posadę, gdyż co zarobi ponad te 4 tysiące brutto, to ZUS zabierze mu. Inną sprawą jest to, że rencistów psychiatrycznych zatrudniają firmy cwaniackie przeważnie w dwóch zawodach ochrona i czasem sprzątanie. Trzeba zwrócić uwagę, że praca w ochronie to dla chorych gwóźdź do trumny, gdyż podstawą zdrowia psychicznego jest dobry, regularny i powtarzalny sen. Reasumując system wspierania chorych jest źle z konstruowany, jeśli chodzi o rynek pracy i wsparcie rentowe.
Co do charakterów osób, które spotkałem na swojej drodze oraz rodzaju i nasilenia chorób psychicznych to największy wpływ ma najbliższe otoczenie chorego oraz często jak postępował lub postępowano z nim wcześniej. W sensie przed wybuchem czy pojawieniem się choroby psychicznej. I tutaj ponownie są dwie grupy charakterów. Ci wysoko funkcjonujący, którzy są słowni, rzetelni, pracowici i żyją pomimo choroby psychicznej. Druga grupa charakterów to osoby niesłowne, nierzetelne i żyjące na koszt swojego otoczenia czy całej społeczności, którzy usprawiedliwiają się chorobą. Spotkałem kilka razy osoby w wieku 30 i więcej lat, które nie przepracowały ani jednego dnia, albo byli raz i się im nie spodobało. Często charaktery osób zawodziły mnie, bo nie przyjechali na umówione spotkanie, bali się podjąć jakieś zadanie, czy nawet chronicznie nie wychodziły z domu – kompletnie się wycofując ze społeczeństwa. Zostali z utylizowani jednym słowem.
-
Od kilku lat głównie w środowisku psychoterapeutów nie mówi się osoby chorujące psychiczne, lecz osoby doświadczające kryzysów psychicznych. Jak myślisz czy to dobrze czy źle? I czy według Ciebie chorujemy czy kryzysujemy? Czy jesteśmy na nieskończonej drodze zdrowienia czy jednak chorujemy przewlekle? Jakie podejście jest Ci bliskie?
Dla mnie, pomimo, że zwrot osoby doświadczające kryzysów psychicznych to neutralny zwrot, dodatkowo niosący nacisk, że te osoby między kryzysami żyją normalnie i da się z nimi dogadać – jest zwrotem ok, ale nie do końca…
Osoby chorujące psychicznie, tylko i wyłącznie dzięki lekom kryzysują czasem. To czasem jest różne u każdego. Niektórzy nawet mogą mieć tzw. remisję kilka lat albo nawet pół życia. Ale są osoby, które w jednym dniu budzą się w stanie typowo depresyjnym, po południu mają manie prześladowczą, a wieczorem silne głosy w swojej głowie, typowe dla schizofrenii. I tak przez wiele lat lub nawet całe życie. Czy one też są osobami doświadczającymi kryzysów psychicznych…?
Z drugiej strony leki antydepresyjne czy przeciwpsychotyczne, są coraz lepsze a samo leczenie psychiatryczne jest coraz lepsze z roku na rok – dzięki czemu nie mamy na ulicach zakręconych schizofreników sterujących ruchem ulicznym (tak znałem osobę, która w Centrum Gdańska kierowała ruchem w kompletnej manii), nie mamy bezdomnych w głębokiej depresji tkwiących w niej wiele lat. Leki, psychoterapia i coraz większe zrozumienie ludzi doświadczających kryzysów psychicznych jest coraz lepsze i to niesie nadzieję na przyszłość.
-
Czy w jakiś sposób wyrażasz się np. artystycznie, czy masz jakieś ciekawe hobby, które praktykujesz i które jest swoistym bezpiecznikiem dla Twojego choroby lub ogólnie życia?
Tak, kiedyś pisałem wiersze, opowiadania, część z nich za darmo publikuję w internecie, prowadzę również blog Japy na wortalu web.puczat.pl, który również przeniosłem na japa-blog.selim.pl.
Oprócz wyrażania się pisarskiego, w młodości sporo trenowałem różne sporty zespołowe, pływałem bardzo dużo na basenie, nurkowałem również w jeziorach i morzu z akwalungiem. Przez wiele lat na mojej uczelni gdzie studiowałem, prowadziłem klub paintballowy i często spędzałem czas w lasach strzelając się kulkami z farbą.
Przez ostatnie 11 lat aktywnie administrowałem i animowałem do działania Internetowa Społeczność Piękny Umysł (https://puczat.pl) i jego czat internetowy. To zabierało sporo czasu i energii. Nie łatwo jest przez tyle lat współpracować z innymi do tego z osobami chorymi, które są często bierne w działaniu.
W najbliższej przyszłości, zamierzam bardziej zadbać o siebie, moją rodzinę, a szczególnie dzieci. To ostatnia szansa, aby coś jeszcze im pokazać i z nimi zrobić. Dlatego przekazałem stery PUCzata w inne ręce.
Zastanawiam się, aby powołać do życia ze znajomymi nurkami kontynuację Klubu Płetwonurków REKIN w Gdańsku. I w nim aktywnie działać w przyszłości.
-
Jakbyś miał polecić jakąś książkę czy film, który jest pozycją obowiązkową, pomocną dla chorych, w tym tych, którzy dopiero zachorowali i długa wyboista droga przed nimi?
Poleciłbym trzy książki, w tym dwie z obszaru terapii i chorowania, dzięki którym można zdrowieć. Pierwsza to standard: „Byłam po drugiej stronie lustra. Wygrana walka ze schizofrenią” Arnhild Lauveng oraz „Spod kozetki” Gary Small – Vorgan. Pierwsza to historia walki z choroba psychiczną opisana przez dziewczynę, która z nizin zamknięcia w szpitalach dokonała niemalże całkowitego wyzdrowienia. Ta książka już od wielu lat niesie nadzieję osobom, które usłyszały wyrok – schizofrenia. Druga natomiast pozycja książkowa, to swoiste kulisy chorób psychicznych. Bardzo dobrze napisana, relacja życiowa pewnego amerykańskiego psychiatry i psychoterapeuty. To dzięki tej książce można poczuć, co jest po drugiej stronie kozetki, gdy idziemy po pomoc.
Trzecia książka, którą polecam to klasyka już, mająca ponad 100 lat, jednego z moich ulubionych pisarzy. Jack London w swojej książce „Martin Eden” zawarł wszystko, aby być zdeterminowanym do samorozwoju, walki o swoje marzenia i pasje. Główny bohater Martin, śpiąc przez wiele lat 3 godziny na dobę, z niewyedukowanego robotnika, staje się bogatym pisarzem z wielkimi posiadłościami w Kaliforni. Książka bardzo autobiograficzna pokazuje, że prawdziwa determinacja czyni cuda i że nie ma sytuacji bez wyjścia.
-
Jaki złoty środek, nowe podejście, pomysł według Ciebie mógłby ustrzec dzieci i młodzież przed kryzysami psychicznymi?
Myślę, że we wszystkich szkołach w Polsce obligatoryjnie, na lekcji wychowawczej, specjalny zespół złożony z psychoterapeuty, psychiatry i policjanta powinien odbyć 2h kurs na temat chorób psychicznych, uzależnień i myśli samobójczych z uczniami, z mniej więcej 6 – 8 klas podstawówki. Prawda jest taka, że młodzież sama nie wie, co to choroby psychiczne i jak pomóc sobie i swoim rówieśnikom. Sam byłem świadkiem sprawozdania z projektu, który w szkołach w Warszawie, kolportował specjalny komiks o kryzysach na lekcji wychowawczej. Sami twórcy projektu byli zdumieni, że ta lekcja była bardzo potrzeba i jak młodzież się otworzyła na ten aspekt życia.
Druga sprawa to trzeba nauczyć młodzież gdzie ma szukać pomocy w przypadku depresji, uzależnień czy myśli samobójczych. Dzieci często szukają pomocy, tam gdzie nie trzeba, a nawet nie można. Sam uczestniczyłem w prezentacji rezultatów projektu „Młode Głowy – Otwarcie o Zdrowiu Psychicznym”, na którym jasno dzieci i młodzieży wskazywały, że ostatnimi u których się szuka pomocy to psycholog szkolny i inni pedagodzy. Odpowiedzi dzieci pokazywały, że bardzo często nie tylko rodzice nie mają czasu dla nich, a na dodatek jeszcze rodzice je dołują, deprecjonują i odbierają motywację – często w bardzo bolesnych zwrotach i postępowaniu.
Trzecia sprawa, to aby dzieci wyrywały czas rodziców siłą, a rodzice nie gonili tak za pieniędzmi, sukcesami czy bytem, a poświęcali czas dzieciom…
Czwarta sprawa to nauczanie dzieci co to jest internet, jak go bezpiecznie używać i jak potrafi być niebezpieczny. I to też powinno odbyć się przez obligatoryjny kurs na lekcji wychowania, który by trwał 1 – 2h.
-
Jak na chorobę osoby bliskiej reagują osoby jej towarzyszące na co dzień (np. rodzina, znajomi, sąsiedzi itd.)?
Sam tego nie dostrzegałem, jak bardzo otoczenie obarczone jest chorobą psychiczną, dopóki sam o 2 w nocy nie ścigałem znajomego, który był w psychozie… Pamiętam, przeszedłem całą Gdynię, plaże, zaułki, knajpy. I mijałem go 3 razy, a on się ukrywał i traktował mnie jak największego wroga. A gdy już natknąłem się na niego w pewnym pubie, zrobił mi karczemną awanturę przy wszystkich i uciekł. Nie byłem w stanie mu pomóc. I wtedy sobie uświadomiłem co może czuć moje otoczenie, gdy jestem w psychozie. Boją się o mnie, mogę zrobić coś sobie, a i tak nie wezmę od nikogo pomocy. Będę jak zraniony byk po Corridzie, który biegnie na oślep i może chce pomocy, ale nie od otoczenia, które traktuje jak największych wrogów… Pamiętam też, jak dzisiaj, gdy z policzkowałem mojego ojca, gdy on mnie tak ścigał po mieście w środku nocy. Myślę, że dla niego był to wstrząs. Ja natomiast wstydzę się tego i bardzo żałuję.
Druga sprawa to stygmaty rodziny chorych. O chorobie się nie mówi, unika tematu. Dzieci żyją w niewiedzy wiele lat, a potem w strachu o tatę czy mamę. Sąsiedzi może i wiedzą, może i tolerują, ale też wszystko to jest dziwne. To że sąsiada nie ma wiele miesięcy, bo jest w szpitalu. Dziwne było jego zachowanie przed zniknięciem, jak opowiadał jakieś niestworzone rzeczy…
Znajomych dzielisz na tych „z branży” i tych zdrowych. W moim przypadku między nimi jest przepaść, jeśli chodzi o radzenie sobie w życiu, poziom życia, czy zamożność finansową. Tym drugim nie mówisz o chorobie, a tymi pierwszymi nie chwalisz się w życiu.
-
Czy popierasz środowiskowe leczenie psychiatryczne, które według zasady idzie do chorych zamiast więzić ich w łózkach dużych szpitali? I czy duże szpitale są nadal potrzebne według Ciebie?
Środowiskowe leczenie jest nowoczesnym podejściem do leczenia psychiatrycznego i powinno być wdrażane również w Polsce. Coraz więcej chorych dzięki nowoczesnym lekom, może pracować, mieć rodziny i żyć w miarę normalnie, zamiast latami wegetować w oddziałach zamkniętych i innych ośrodkach odosobnienia. Dzięki rozwiniętym środowiskowym jednostkom leczniczym, można uniknąć koszmarnej hospitalizacji nowych chorych. Mieć rękę na pulsie zdrowia psychicznego społeczności czy całego społeczeństwa. Zespoły interdyscyplinarne, złożone z psychiatry, psychologa, ratownika medycznego i asystenta ds. zdrowienia, mogą nieść holistyczną pomoc. I tak moim zdaniem, mogą szybciej dotrzeć do chorego i nakierować go szybciej na leczenie.
Z drugiej strony, duże szpitale nie powinny być likwidowane, gdyż pacjent zupełnie zaburzony, niestety musi swoje wycierpieć na oddziale zamkniętym, dostać duże dawki leków, porządnie się wyspać – aby jego mózg pracował wolniej niż w psychozie, czy manii. Tak samo w depresji, gdy osoba idzie po cienkim lodzie prób samobójczych – musi zostać poddana konkretnemu leczeniu i to musi odbywać się w oddziałach zamkniętych szpitali większych czy mniejszych.
-
Dr Daniel Fisher, sam doświadczony schizofrenią psychiatra, opracował zasady eCPR, czyli emocjonalnej pierwszej pomocy/resuscytacji (więcej o tym np. tutaj https://www.centrumdialoguemocjonalnego.pl/index.php/ecpr) – co sądzisz o tym? Czy tzw. karetki pomocy psychiatrycznej, gdzie z interwencją jedzie psychiatra, psycholog oraz asystent ds. zdrowienia, są wg Ciebie potrzebne w Polsce?
Osobiście, choć zdalnie poznałem dr Daniela Fishera, z uosobienia to osoba raczej ścisła – z tego co wiem. Ma doktorat z chemii między innymi. Dla przypomnienia, emocjonalna resuscytacja jego pomysłu to zbiór kroków nad podejściem do chorego psychicznie. On bardzo naciska, aby ten standard w leczeniu rozpowszechniał się w każdym kraju. Sam dr Daniel Fisher długo chorował psychicznie i był również długo hospitalizowany, co źle wspomina. Jego eCPR ma na celu szybkie i w miarę bezbolesne wyciągnięcia osób z kryzysów psychicznych.
Sam kiedyś nurkowałem i to, co zrobiła mała grupka studentów na Florydzie zrewolucjonizowała płetwonurkowanie. Ci studenci po prostu wprowadzili standard w wyposażeniu nurka jaskiniowego i mądrze wszystko poukładali. Dzięki temu mogli dalej i głębiej eksplorować jaskinie na Florydzie, przy o wiele niższej śmiertelności. Dzisiaj ich standardy są stosowane na całym świecie i zostały dokładnie opisane. Powstała nawet Federacja, która szkoli nurków wedle tych standardów. Dzięki temu, gdy pod wodą jest jakaś awaria i nurkująca ze sobą para płetwonurków z dwóch krańców świata, znająca się niewiele – wiedzą, gdzie znajduje się zapasowa maska, czy jak szybko z korzystać z drugiego źródła mieszanki oddechowej. I tak jest również z koncepcją eCPR dr Daniela Fishera.
W chorobach psychicznych, gdy jest zaostrzenie psychozy czy depresji – z chorymi trzeba postępować bardzo ostrożnie i metodycznie, aby nie doszło do tragedii. Myślę, że karetki psychiatryczne to bardzo dobry pomysł.
-
Jak myślisz, czy organizacje pozarządowe (fundacje, stowarzyszenia) mogą nieść prawdziwą pomoc osobom chorującym/zdrowiejącym i ewentualnie w jaki sposób według Ciebie mają to robić?
Kilka lat temu w opowiadaniu „Byłem Tu i Tam” dostępym pod adresem: https://japa-blog.selim.pl/content/files/2024/09/pu-japa-bylem-tu-i-tam-WIP-20230917-v3.pdf, opisałem jak działają przeważnie NGOsy w Polsce, ale i częściowo tak samo na całym świecie – podejrzewam…
Wątek z mojego opowiadania – o NGOs i wyjściu do kina – można rozwinąć tak…:
Interesariusz ogłasza konkurs w puli 10 000 zł na projekt regionalny.
Fundacja A wpada na pomysł wyjścia grupy 10 osobowej do kina, na jakiś film profilaktyczny. Startuje się do konkursu, wypełnia „sterty” formularzy przez Internet. Potem się robi poprawki, a czasem poprawki do poprawek w stresie i po nocach. Jak uda się wygrać konkurs rządowy, czy z UE, planuje się i organizuje… Wydając na ten cel największą kwotę na koszty około planowania, spotkań i marketingu wydarzenia… Za resztę NGO opłaca pracę koordynatora i władz Fundacji oraz kupuje coś, co może użyć później albo najeść się bardziej na spotkaniach roboczych. Praca trwa w roku tak, że w styczniu ogłoszono konkurs na projekty profilaktyczne, w marcu był deadline zgłoszeń z pomysłami. Do końca kwietnia czas na poprawki. Wielkie ogłoszenie zwycięzców w maju. W sierpniu idzie akcja plakatowa, huczna reklama w Internecie:
„W ramach profilaktyki zdrowia <TU_WPISZ_JAKIEGO>, FUNDACJA <TU_WPISZ_NAZWĘ_SWOJEJ_FUNDACJI> zaprasza wszystkich zainteresowanych <Z_MIEJSCOWOŚCI_TAKIEJ_I_TAKIEJ> dnia <TUTAJ_WPISZ_DATE_I_GODZINĘ> na wspólne wyjście aktywizacyjno – integracyjne w ramach projektu <TUTAJ_WPISZ_NAZWĘ_PROJEKTU> na film <TUTAJ_WPISZ_NAZWĘ_FILMU> w kinie <TUTAJ_WPISZ_NAZWĘ_I_ADRES_KINA>. Po projekcji filmu zapraszamy wszystkich chętnych do naszej siedziby <TUTAJ_WPISZ_ADRES_SIEDZIBY_FUNDACJI> na mały poczęstunek i dyskusję o wrażeniach z filmu w ramach naszego Klubu Filmowego <TUTAJ_WPISZ_NAZWĘ_KLUBU_FILMOWEGO_SWOJEJ_FUNDACJI>.
Chętnie mogą się zgłaszać droga meilową lub telefoniczną pod adresy podane na stronie WWW Naszej Fundacji <TUTAJ_WPISZ_ADRES_STRONY_WWW_SWOJEJ_FUNDACJI>.
Organizator zastrzega sobie, że liczba miejsc jest mocno ograniczona i liczy się kolejność zgłoszeń.”
Przez pół września zgłasza się 8 osób, w tym 5 to już podopieczni Fundacji, a jedna to córka Prezes Fundacji. Wtedy dzwoni się do tych 5, aby oni namówili jeszcze kogoś. I tak 15 września uzbierało się 10 osób.
30 września o godzinie 18:15 przed kinem meldują się 3 osoby, w tym córka Prezes Fundacji. 2 opiekunów prowadzi tę kameralną 3-kę dumnie na seans filmowy. Bilety po 25 zł, niestety popcorn nie był wpisany w projekt. „Ale za to po seansie w Klubie Filmowym odbijemy sobie ciastkami i ciepłą herbatą” – mówi z nieszczerym uśmiechem, zmieszany koordynator.
Seans zleciał, ktoś przysnął, ktoś lekko się uśmiechnął, ktoś zastanowił. 2 godziny i 3 minuty….
Po filmie jeszcze chwilę stali razem przed kinem Słońce, choć dniało… Koordynator ponownie z nieszczerym uśmiechem zapytał – to kto ma ochotę na ciastka, herbatę i małą dyskusję o filmie? Licząc, że jednak nikt się nie zgłosi i będzie mógł wcześnie wrócić do domu i swojej rodziny.
Zgłasza się Janek, bo nic nie jadł od rana i w domu też nie ma za bardzo co jeść – w końcu renta to 1 400 zł miesięcznie, a ciastka teraz nawet w Biedronce w przecenie poniedziałkowej dla Seniorów, 10 zł.
No i idą do siedziby Fundacji, tam zaskoczona Prezes, szybko szykuje ciastka i herbatę. Siedzą chwilkę. Janek szybko i nieswojo wypija herbatę, parząc sobie usta. Zjada łapczywie – choć nie chce, aby to było widać – większość paczki na stole. Prezes pyta jak wrażenia z filmu, o czym był i czy się podobał? Janek w przypływie cukru zasypiając na fotelu – mówi tylko „Film? Może być…”. Mówi, że musi lecieć, bo w domu czeka chora mama i pyta czy może wziąć paczkę ciastek do domu? Prezes wyjmuje skrzętnie dwie paczki „Delicji” i mówi proszę weź dwie. Jedną dla siebie, druga dla mamy… Janek nieśmiało bierze aż dwie paczki i szybko chowa do wytartej, starej torby… i szybko wymyka się z siedziby Fundacji…
Następnie koordynator z Prezes chowają resztę „Delicji” i „Krakersów” do szafy, pełnej od podłogi po sufit – czekoladami, ptasim mleczkiem i czymś zagranicznym, które Janek nigdy na oczy nie widział, a co dopiero miał jeść.
Wylewając termosy z kawą i herbatą Prezes mówi – no i kolejne wyjście do kina zaliczone, teraz droga Madziu, rozlicz to wszystko proszę do końca tygodnia, aby się nikt nie doczepił.
Do końca września raport pisze koordynator:
Wyjście do kina na seans taki i taki się udał w 80%. Wszyscy chętni, którzy przybyli na wydarzenie, obejrzeli film, a po filmie odbyła się dyskusja w naszym Klubie Dyskusyjnym w ciepłej atmosferze z poczęstunkiem – w postaci słodkich przekąsek i gorących napoi. Na przewidziane 20 osób w projekcie, zapisało się 10 osób. Co tłumaczymy sobie, zbyt małą ilością czasu na promowanie wydarzenie i zbyt małą ilością funduszy przeznaczonych na reklamę (20% całej kwoty w budżecie projektu). Dobór filmu był właściwy i niezaprzeczalnie podniósł świadomość prozdrowotną, wśród uczestników. Również się udało zaktywizować część mieszkańców naszej miejscowości.
Projekt przeszedł, w grudniu odpowiedź – wszystko się zgadza. Tylko papiery w razie czego do kontroli trzymać 3 lata.
I podliczając teraz całą akcję wyjścia do kina:
10 000 zł
–
pełny etat koordynatora / 12 miesięcy * 3 = 1 000 zł brutto
–
pełny etat Prezes Fundacji / 12 miesięcy * 3 = 3 000 zł brutto
–
koszty amortyzacji sprzętu biurowego, procent utrzymania biura + artykuły biurowe kupiono celowo do projektu, które zostają w Fundacji po projekcie = 2 000 zł
–
koszty reklamy wydarzenia i Fundacji = 2 000 zł
–
i zatrudnienia ewentualnie firm/osób zew. na umowy o dzieło = 500 brutto
–
koszt ciastek, kawy i herbaty + papierowe opakowania do konsumpcji – które zostają w Fundacji po projekcie = 1 400 zł
–
ceny za bilety do kina = 100 zł (2 uczestników + 2 opiekunów, bo córka Prezes Fundacji płaciła za siebie, aby nikt nie zarzucił Prezes jakieś nadużycia)
A co z Jankiem? Wraca do domu i widzi mamę, którą na chwiejnych nogach wraca od psującego się telewizora, i która mówi, że przydałby się im nowy bo znowu pilot niedomaga – ale to co najmniej 1 000 zł – ale i tak ich nie stać z jej emerytury i jego renty. Janek idzie do łazienki i zaczyna płakać… I widzi wtedy to kino, ten dźwięk i tych bogatych wszystkich aktorów uśmiechniętych i radosnych. A na końcu słyszy ten nieszczery śmiech koordynatora i widzi jego zmieszaną twarz.
-
Czy wg Ciebie zawód Asystent ds. Zdrowienia, przyjmie się w Polsce? Uzasadnij swoje stanowisko w tej kwestii.
Myślę, że się przyjmie, ale tylko czasem dany asystent będzie na prawdę dobry w tym, co robi. Na początku startu CZP, pilotażu reformy psychiatrii w Polsce i całego tego OtwartegoDialogu – zatrudniani asystenci byli przeważnie marnej jakości, gdyż wynagrodzenie takiego asystenta było niskie. Poza tym, wysoko funkcjonujące osoby chorujące psychicznie lub po kryzysach nie szukały pracy jako asystenci, gdyż miały normalne prace na etacie lub nawet prowadziły z powodzeniem swoje firmy.
Ale mogę się mylić…
-
Czy sieciowanie oddolne np. przez pomaganie w tworzeniu oddolnych grup wsparcia jest dobre? Jakie ma plusy i minusy?
Tak, uważam, że jest dobre, a nawet bardzo dobre. Ma plusy, że takie oddolne inicjatywy znajdują niszę lub łapią dane zapotrzebowanie. I najczęściej działają lokalnie. Mogą to być mikro przedsięwzięcia. Kiedyś na pewnej Konferencji widziałem prezentację młodej dziewczyny, która poprzez Facebooka stworzyła grupę kobiet, borykająca się z depresją, które po prostu umawiały się na wspólne spacery.
Również prowadzony przeze mnie PUCzat choć o zasięgu ogólnopolskim, jak i światowym – był oddolną inicjatywą datowaną już na 2005 rok. I budżety PUCzata przez lata nie osiągały więcej niż 3 000 zł rocznie, skupiając masę ludzi wokół tej idei i pomagając zagubionym w Irlandii czy U.S.A. Polakom nawet w środku nocy.
-
-
Jak najnowsze technologie mogą pomóc w leczeniu pacjentów i docieraniu do nich?
Pomijam najnowsze technologie w medycynie, nowsze leki, badania itd. Pomijam też wkraczanie sztucznej inteligencji w psychiatrię i psychologię – co ma miejsce obecnie. Z własnego doświadczenia powiem, że nawet Internet, wideokonferencje czy zwykłe czaty tekstowe – pozwoliły docierać do małych miejscowości czy wsi – niosąc medyczne tele-porady, czy odnajdowanie osób tak samo chorujących i łączenie się w niedoli. Na PUCzacie często zdarzają się osoby, które będąc na rentach czy innych zasiłkach, są uwiezione w swoich domach, czy najbliższej okolicy (sklep, kościół, lekarz) – a ich oknem na świat jest właśnie czat i znajomości, często zażyłe, odnajdywane tam właśnie.
-
Jak myślisz, co jest najlepszym sposobem aktywizacji i terapii osób po kryzysach psychicznych?
Myślę, że odpowiednia, dopasowana do chorego, praca – do tego godnie płatna i angażująca na 100%.
-
-
Często chorzy mają złą opinię o systemie lecznictwa. Panuje również opinia, że firmy farmaceutyczne specjalnie nie wynajdują leku likwidującego schizofrenie i podobne choroby, dawkując przewlekle uśmierzacze choroby? Jaka jest Twoja opinia na ten temat?
Zawsze staram się brać na logikę różne kwestie i logiczne jest to, że jednorazowe lekarstwo na przypadłości psychiczne pozbawiłoby firmy farmaceutyczne miliardów dolarów i to pewnie rocznie w skali wszystkich firm. Ja sam za moje leki na miesiąc płaciłbym 1 300 zł, gdyby Państwo Polskie by mi ich nie refundowało. Jeżeli zakładając, że to miesięczna średnia cena za kurację i biorąc pod uwagę, że minimum 5 % społeczeństwa polskiego przyjmuje leki psychiatryczne, a jest nas obecnie około 38 mln mieszkańców Polski – to z prostych obliczeń wynika, że na same leki dla wszystkich chorych psychicznie wydajemy 29 640 mln polskich złotych rocznie! Również statystyki medyczne mówią, że mężczyźni najczęściej popadają w przewlekłe choroby psychiczne w wieku około 22 lat, natomiast kobiety troszkę później, czyli w wieku około 30 lat. Zatem jeden mężczyzna dożywający statystycznie co najmniej wieku 65 lat, kosztuje budżet 670 800 zł i to na same leki…
Gdyby jakaś firma farmaceutyczna wynalazła „złotą” tabletkę wyzdrowienia i nawet, gdyby ona kosztowała 100 000 zł – na jednym pacjencie w Polsce – była by na minusie ponad 0,5 mln złotych w skali jego życia.
My pacjenci leczeni jesteśmy z NFZtu za darmo. Dodatkowo leczenie psychiatryczne w Polsce jest zapewnione, nawet gdy nie jesteśmy ubezpieczeni. Dodatkowo refundacja na leki jest ogromna. Ja za swoje leki o wartości minimum 1 300 zł miesięcznie, zostawiam w aptece z 10 zł. Ten, kto nie docenia sytuacji w Polsce, po prostu nie był za granicą, szczególnie w takim kraju jak rozwinięte U.S.A. Do całkowitego dobrostanu leczenia psychiatrycznego brakuje jednak, poprawienie poziomu leczenia i warunków bytowych w dużych szpitalach oraz, co najważniejsze, kontynuowanie reformy i zapewnienie leczenia oraz prewencji, jakie zapewnia środowiskowa opieka psychiatryczna w Centrach Zdrowia Psychicznego.
-
Jak duża, według Ciebie, jest skala chorób pobocznych wśród pacjentów, wywołanych wieloletnim przyjmowaniem leków psychiatrycznych? Jaki to może mieć wpływ na ich długość i jakość życia?
Wpływ jest ogromny. Sam widzę to po moim zdrowiu po ponad 20 latach przyjmowania bez przerwy neuroleptyków, takich jak Rispolept, Trilafon, Olanzapina, Kwetiapina i Abilify oraz stabilizatorów jak lit czy Depakina. Dodatkowo moje znajomości w Internecie i nie tylko potwierdzają, że nie tylko ja borykam się z chorobami między innymi jak nadciśnienie, cukrzyca, tachykardia, szumy w uszach i powszechna otyłość. Myślę, że społeczność osób w moim wieku przeważnie lecząca się psychiatrycznie 15 i więcej lat emerytury nie dożyje lub dożyje je z problemami przyjmując masę lekarstw.
Myślę też, że moje pokolenie jest królikami doświadczalnymi leków psychiatrycznych II i III generacji, które pozwalają żyć w miarę normalnie – jednak dając masę skutków ubocznych. To niestety nasz koszt. Ale trzeba zauważyć, że żyjemy w społeczeństwie, pełniąc różne role społeczne jak większość ludzi, a nie jesteśmy zamknięci w zakładach dla obłąkanych całe życie.
-
Jak ważny jest balans między pracą zawodową a zdrowiem? Co robić aby nie wypalić się zawodowo, a nawet nie popaść w przepaść dolegliwości psychicznych?
Bilans między praca zawodową, a zdrowiem jest bardzo ważny. Również załamanie nerwowe, czy utrata zdrowia psychicznego, jak i fizycznego – może nadejść nagle i niespodziewanie. Dlatego ważne wyważenie pracy zawodowej, aktywności fizycznej, odpoczynku i snu. Nawet odpoczynek w formie nic nie robienia i słuchania swojego oddechu np. na świeżym powietrzu – działa cuda. Kiedyś uratowałem pewnego człowieka, który tak ciężko pracował przez lata, że jak go zabrałem na spacer do lasu – nie umiał nawet przez chwilę, po prostu, nic nie robić.
Dzisiaj choroby psychiczne biorą się z kilku źródeł. Albo coś w najbliższym otoczeniu człowieka się źle dzieje, są narkotyki i alkohol, które potrafią wysadzić mózg. Również stres, również w pracy, może doprowadzić do ogromnego kryzysu psychicznego.
A co należy robić? Każdy znajdzie coś dla siebie, ale moim zdaniem krótko to: zmiana. Czasem wystarczy zmiana tylko czasowa. Zmiana nawyków, zmiana diety, zmiana pracy itd.
-
Jak bilansujesz swoje życie, aby być zdrowym? Jakie błędy popełniłeś w przeszłości w tym obszarze?
Moim największym błędem było to, że nie bilansowałem różnych aspektów w moim życiu. Mój wybuch choroby psychicznej też był pokłosiem braku bilansu między nauką, odpoczynkiem aktywnym i odstresowaniem się poprawnym w czasie studiów. Dzisiaj mając pracę na pełen etat, rodzinę z dwójką dzieci – również nie umiem zbilansować się poprawnie. Branie leków psychiatrycznych również w tym nie pomaga, gdyż niemal przez cały czas chodzę bardzo znużony i potrzebuję bardzo dużo snu. Wiem, co powinienem robić w teorii: dużo ruchu na świeżym powietrzu, pływanie i siłownia chociaż raz w tygodniu oraz codziennie dłuższy spacer, nie mówiąc już o jeździe na rowerze czy bieganiu. Nie zapominając np. o krótkiej porannej gimnastyce. W praktyce wygląda to tak, że ostatnimi czasy jest tylko praca, sen i TV – nad czym ogromnie ubolewam.
-
Jak wspierali Cię Twoi bliscy w kryzysie psychicznym? Za co jesteś im najbardziej wdzięczny?
Zacznę od rodziców, którzy nigdy nie wypierali się, że jestem chory i nie blokowali mojego procesu zdrowienia. Również nie odrzucają mnie w czasie, gdy mam nawrót choroby, choć wtedy bardzo się boją.
Jednak najbardziej jestem wdzięczny mojej żonie, która jest ze mną już 23 lata – wiedząc, że jestem chory i która przeżyła wiele ze mną, w tym wiele złego, gdy bywałem w zaostrzeniu. A jak żona mnie wspiera? Żyjąc normalnie ze mną, wychowując wspólnie dzieci i dbając ognisko domowe. Razem przeżywając prozę życia, która by nie była mi dana, gdyby nie ona.
-
Jakie są problemy na rynku pracy dotykające osoby chorujące psychicznie? Czy państwo właściwie wspiera firmy dające zatrudnienie osobom chorym psychicznie i osobom z orzeczeniami niepełnosprawności?
W teorii jest super. W praktyce jest bardzo źle. Na podstawie rozmów na przestrzeni wielu lat, z osobami chorującymi psychicznie, wiem, że oferta pracy dla tych osób w Polsce jest mizerna. Większość osób pracuje w ochronie albo w usługach sprzątających. Spotkałem osobę, która za najniższą krajową od 4 nad ranem myła klatki czy odśnieżała chodniki dla Wspólnot Mieszkaniowych. A w ochronie, nierzadko osoby pracują po nocy i wyrabiają kosmiczne ilości godzin służby w miesiącu – też za kwoty zbliżone do najniższych krajowych. A i tak jak osoba chorująca ma jakąkolwiek pracę to duży sukces. Sam spotkałem innego człowieka, który wiele lat pracował jako doradca, czy w magazynie dużej sieciówki budowlanej. Jednak gdy po Covidzie trafił do szpitala psychiatrycznego – sieciówka ta od razu go zwolniła.
A co robi Państwo..? Co robi PFRON? Wszystkie instytucje rządowe w tym PFRON finansują milionami złotych firmy i organizacje, które maja zatrudniać chorych psychicznie. Często te pieniądze są malwersowane i osoby chore są zatrudniane na papierze i nawet zdarza się, że o tym nie wiedzą. Najczęściej są firmy żerujące na chorych i PFRONie, wypłacając o wiele mniej pieniędzy za pracę, niż dostają na danego pracownika dotacji.
Problem jest jeden i największy. „Na co Pan/Pani choruje. Choruję na schizofrenie… To Panu/Pani podziękujemy, będziemy szukać osoby zdrowej, która nie będzie stanowiła zagrożenia. Która nie będzie miała absencji w pracy. Która będzie pracować efektywniej. Którą nagle nie zniknie na pół roku w szpitalu…”
-
Czy system przyznawania rent w Polsce działa właściwie? Czy wg Ciebie renciści powinni móc dorabiać do renty? Jeśli tak to w jakim stopniu i w jaki sposób?
Nie działa właściwie. Z jednej strony nagminnie chorym psychicznie daje renty na 2,3 lata – zamiast dożywotnio w uzasadnionych przypadkach, gdy chory jest na rencie wiele wiele lat. Z drugiej strony rzesza osób chorych wegetuje na rentach. Często słyszałem, że ktoś nie pójdzie do pracy, nawet najmniejszej i łatwej, bo boi się, że ZUS zabierze rentę. Kiedyś pewna psychiatra powiedziała mi piękne określenie, że wysyłanie chorych na renty to utylizacja ich ze społeczeństwa i miała dużo racji. Będąc na rencie chorzy, często wegetują w domach. Zabiera im się motywacje, do zmiany swojego położenia zawodowego i życiowego. A słusznie wszyscy mówią, nie tylko lekarze, że najlepszą terapią jest praca.
Limity dorabiania do renty w Polsce też są chore i o wiele za niskie. Limity ustala się o ile się nie mylę na wskaźniku w kwartale, bazujący na najniższej krajowej lub ułamek średniej krajowej – już nie pamiętam. Ale to wychodzi mniej niż 4 000 zł na rękę. Załóżmy, że rencista ma renty 1500 zł, bo tak niskie renty bywają i z drugiej strony ten rencista jest utalentowany i gdyby stworzyło mu się miejsce do pracy np. bez stresów czy zdalnie z jego domu, gdzie czuje się bezpiecznie – mógłby zarobić 10 000 a nawet 20 000 zł netto miesięcznie. Sam spotkałem zdolnego informatyka, który by tyle zarobił w Polsce, a i więcej dla firmy zachodniej z domu. Ale nie podejmuję pracy, bo renty ma aż 2 000 zł i to jest jego ostoja finansowa, która boi się stracić.
Z drugiej strony limity powinny być, bo nagle gdybyśmy je zupełnie znieśli, zdrowi ludzie po znajomościach wśród lekarzy, byliby na rentach, jednocześnie z powodzeniem pracując.
A jak państwo mogłoby pomóc najlepiej? Jak pisałem urealnić limity. Z drugiej strony może, pozwolić osobom z orzeczeniem niepełnosprawności zakładać firmy jednoosobowe z wieloma ulgami np. ze zniesionym ZUSem kompletnie i znieść formalności PFRONu, tak aby PFRON wspierał takie firmy. Wiem również, że kilka lat temu w Polsce wprowadzono w gospodarce i podatkach termin spółdzielni pracy z osobami niepełnosprawnymi/ pożytku publicznego. Ale jakoś nie przebiło się do świadomości chorych. Jak już takie spółdzielnie tworzą osoby zdrowe i często wykorzystując ulgi dla siebie, płacąc grosze swoim podopiecznym. Mijając się z celem i misją tego typu spółdzielni, gdzie w statucie powinno być wypłacanie równo zysków ze spółdzielni na rzecz jej członków.
-
Czym według Ciebie charakteryzuje się niepełnosprawność osób z zaburzeniami psychicznymi np. w porównaniu z innymi niepełnosprawnościami, czy z pełnosprawnymi np. w rolach społecznych czy pracy zawodowej?
Różni się w dużym stopniu. Niepełnosprawni z zaburzeniami psychicznymi na pierwszy rzut oka wyglądają jak pełnosprawni, jednak przy bliższym ich poznaniu – borykają się z niewidzialną niepełnosprawnością. Często można ich porównać do Obeliksa niosącego wielki głaz. Głaz to są tabletki, które muszą przyjmować dzień w dzień. Dzięki temu one niwelują ich energie, która bierze się z wpadnięcia do kociołka z eliksirem siły i szybkości, jakiej Obelix zaznał, gdy był małym chłopcem. Zatem głaz ich spowalnia, muszą o nim pamiętać i ciężko im z nim. Z drugiej strony, gdy zapomną głazu dostają niespożytej energii, która pcha ich na manowce. Dlatego w rolach społecznych widzimy ich, gdy chory popełni jakąś masakrę w świecie lub z drugiej strony jako zombie na ulicy, które ledwo człapie i ma błędny wzrok.
Ciężko też Obeliksowi pracować jednostajnie, szybko i przez wiele dni tak samo.
-
Jak powinno wyglądać właściwe stanowisko pracy, według Ciebie, dla osób z zaburzeniami psychicznymi?
Tak, jak mówiłem, praca jest co najwyżej w ochronie i sprzątaniu. I to są antyprace dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Ochrona dlatego, że są najczęściej bardzo długie, wycieńczające dyżury i również w nocy, a w zasadzie raz w dzień, raz w nocy i też noc + dzień na raz. To zaburza chemię mózgu i odpiera możliwość odespania. Sprzątanie natomiast jest w pospiechu i jest pracą z dużym obciążeniem fizycznym. Często rozliczoną na akord. W sensie mamy na ten dom, czy biuro 2h i się uwijajcie.
Chory musi pracować w swoim tempie, bez stresów i najczęściej jest to tempo zmienne, w zależności od samopoczucia chorego, czy pory dnia. Może nie wszyscy wiedzą, ale na stan psychofizyczny chorych ma wpływ nawet pełnia czy ciśnienie atmosferyczne. Nie mówiąc już o rodzaju i dawkach leków przyjmowana w danym momencie przez osobę z zaburzeniami psychicznymi. Również co diagnoza to inna osobowość i inne trzeba mieć podejście. Dlatego najlepiej stanowisko pracy powinno być uszyte na miarę. Możliwość pracy z domu, gdzie chory czuje się bezpieczny. Nielimitowany i elastyczny czas pracy i rozliczanie chorego z efektów pracy – tak aby wiedział, że jak opadnie z sił o 12 może iść się zdrzemnąć, a popołudniu czy w nocy nadgoni. Również otoczenie chorego w pracy musi być tolerancyjne, a w zasadzie akceptować chorego w pełni. Jego np. odmienny styl ubierania, czy palenie jak smok, czy porywczość i różne stany emocjonalne – oczywiście w granicy rozsądku. Warto również postarać się o orzeczenie o niepełnosprawności i trzymać kciuki, że pracodawca po zobaczeniu tego orzeczenia nas nie zwolni, Dzięki temu chory będzie mieć dodatkowe 10 dni urlopu w roku. Z drugiej strony pracodawca może liczyć na ulgi i dofinansowanie z PFRONu. Jednak często pracodawca i tak woli nie mieć tych ulg i mieć zdrowego pracownika. I w tym jest cały ten ból z pracą w Polsce dla osób z zaburzeniami psychicznymi.
-
Jakie największe błędy dostrzegłeś u specjalistów, w tym psychologów, lekarzy psychiatrów itd. na swojej drodze leczenia? A może ktoś Cie zaskoczył innym podejściem lub/i pełnym profesjonalizmem?
Pamiętam jak w pierwszym zachorowaniu w szpitalu miałem lekarkę, która patrzyła w ścianę zamiast na mnie i mi w oczy. Ona panicznie się bała.
Pamiętam psychologa, które mnie słuchał, a tak na prawdę, przyjeżdżał odbębnić godziny i zgarnąć pieniądze za moją terapię.
Pamiętam, lekarkę, bardzo miłą, ale pod opieką której ciągle miałem nawroty choroby, gdyż była za miękka aby narzucać mi sposoby leczenia, a ja szukałem wciąż mniejszych dawek i zmian leczenia – bo szukałem lepszego stanu zdrowia i komfortu życia.
Pamiętam, że gdy spotkałem pewną lekarkę, która mnie leczyła w szpitalu, w pewnej lepszej restauracji, później, widziałem niedowierzanie i strach w jej oczach.
Pamiętam zdziwienie ordynatora pewnego oddziału zamkniętego na ulicy, gdy powiedziałem mu dzień dobry i ukłoniłem się grzecznie. On spodziewał się ciosu i agresji z zemsty po latach.
Pamiętam jak wiele lat temu pewien profesor psychiatrii, na prywatnej wizycie, robił wywiad wstępny ponad 30 minut. Zapytał się o wszystko, co jem, jak wygląda mój dzień, wywiad z historii rodzinnych. Zważył mnie i zmierzył dokładnie, a nawet zbadał mi ciśnienie krwi i tętno. I właśnie on przepisał mi pewien lek, dzięki któremu mnie uratował, mówiąc, że tego leku nikt nie przypisuje już, a moi koledzy po fachu wierzą w inne nowości i mody. Dzięki niemu ukończyłem przerwane studia, założyłem rodzinę i spłodziłem pierwsze moje dziecko. To było 22 lata temu. Od tamtego czasu nie spotkałem już takiego podejścia… wśród lekarzy.
-
Jakbyś przeprowadzał wywiad sam ze sobą, to o co byś siebie zapytał, w kontekście życia, choroby psychicznej czy zdrowienia?
I tak wyszło już 12 stron A4 mojego wywodu. Ale na koniec zadałbym pytanie, czy jak miałbyś przeżyć życie jeszcze raz. Co byś zmienił i dlaczego?
Otóż kiedyś myślałem, że bym cofnął jeden dzień, w którym na moich oczach zginał w Tatrach mój starszy brat. I to też był czynnik wywołujący moją chorobę psychiczną. I wiele razy myślałem, jak wyglądałoby moje życie bez choroby nieuleczalnej i przewlekłej jaką jest schizofrenia. Jak wyglądałoby moje życie zawodowe, gdzie brak awansów i zmiany pracy są jednak podyktowane, że nie jestem w pełni dobry przez chorobę. Jak wyglądałoby moje ojcostwo i pożycie z żoną, gdybym działał na 100% energii na codzień, zamiast z 40% przez leki. I gdybym przez zaostrzenia choroby nie otarł się wiele razy o śmierć – bym miał teraz zdrowy kręgosłup, nie połamane dwie kostki u nóg itd. itd.
Otóż po latach, myślę, że nie zmieniłbym swojego życia. Dzięki chorobie poznałem masę ludzi, a cierpienie mnie ubogaciło. Dzięki takiej a nie innej drogi życiowej, nie jestem pyszałkiem, znam umiar i moje niedociągnięcia. Mam rozwagę, że inni mają o wiele gorzej. Nie zazdroszczę i walczę. Bo jak mówił mój znajomy cytując Św. Tomasza: ”Póki walczysz, jesteś zwycięzcą!”.
1.Przedstaw siebie i Twoje życie w kilku zdaniach?
Jestem mężem i ojcem. Na codzień zajmuje się zawodowo komputerami, pracuję z domu. Lubię technologiczne nowinki, jazdę na rowerze a ostatnio również jazdę motocyklu. Rodzina i technika zawsze zajmowała u mnie najważniejsze miejsce od młodych lat.
2.Jak wygląda Twoje samopoczucie dzisiaj? Jakie było wczoraj? Jakie wg Ciebie będzie jutro?
Od czasu, gdy zacząłem pracować nad sobą, czyli już dobre kilka lat, moje samopoczucie jest naprawdę dobre. Cieszę się, że zidentyfikowanych rzeczy, które trzeba było poprawić, aby holistycznie mój stan zdrowia się poprawił. Czuję się znowu normalnie.
3.Patrząc na 10-20 lat wstecz opisz, co było Twoimi największymi osiągnięciami, a co uważasz za swoje porażki?
Za jedną ze swoich porażek uważam pracę dla pewnej korporacji chmurowej – to wtedy pod wpływem stresu i ucisku ze strony przełożonych w tej firmie dostałem potężnego I przewlekłego ataku lękowego, który został źle zidentyfikowany jako psychoza (o tym poniżej). Nic dziwnego, bo pracowałem wtedy po 12 godzin, 7 dni w tygodniu i tak nieprzerwanie przez 2 lata.
Za swój sukces uważam na pewno wszystko to, co związane z założeniem i utrzymaniem rodziny: syn, zakup domu, codzienne życie. Kolejnym sukcesem jest stabilizacja stanu fizycznego, psychicznego I duchowego po powrocie do Polski.
4.Czy czujesz się wypalony życiowo lub/i zawodowo?
Byłem wypalony zawodowo przez dłuższy czas – ale wystarczyło ograniczyć pracę, zająć się więcej sportem i zadbać o kontakt z naturą – to działa.
5.Jak w kilku zdaniach przebiegała Twoja choroba?
Moja objawy były dość ciekawe: po kilku dniach tzw. jet-laga, który wystąpił po długiej międzykontynentalnej podróży, po prostu przestałem spać. Martwiłem się bardzo życiem i pracą, bo wiedziałem, że w pracy absolutnie nie będzie przestrzeni żeby odespać ani odrobić zaległy sen – był taki młyn że głowa mała. Jednocześnie zaczął się mobbing z powodu mojej spadającej wydajności, co przerodziło się do wzrostu paranoi i podejrzliwości. Do tego dokładał się fakt, że zacząłem robić firmie na złość, głównie przez sposób w jaki traktowała pracowników – to był ostry wyzysk. Przez niemal 40 dni pod rząd spałem po 2-3 godziny na dobę, będąc na czuwaniu i oczywiście zaczęła się rozpadać moja psychika. Bardzo wtedy przejmowałem się karierą i pieniędzmi.
Co ciekawe, podczas tego procesu, mocno się opierałem temu co się ze mną działo – obserwowałem stopniowe pogarszanie się stanu fizycznego i psychicznego, ale nie występowały u mnie odrealnienia – byłem bardzo dobrze zakotwiczony w rzeczywistości, starałem się za wszelką cenę zachowywać normy społeczne i kontrolować na tyle, aby nie zrobić krzywdy sobie i innym. Niestety po ponad 1,5 miesiąca takiego nakręcenia, ciało i umysł odmówiły mi współpracy i trzeba było zmienić strategię na nieco inną. Oczywiście pojawiły się halucynacje wszelkiego typu, bo nawet zdrowa osoba by po czymś takim je dostała.
6.Jak przebiegała Twoja droga zawodowa przed zachorowaniem?Moja droga zawodowa, do momentu zachorowania, była pełna sukcesów. W poprzednich firmach, które ceniły balans pracy i czasu wolnego oraz wartości rodzinne, wszystko było w jak najlepszym porządku. Dopiero trafienie do technokratycznego świata, który był przesączony pracoholizmem i jakimś takim nieludzkim parciem na szkło, kompletnie mnie rozwaliło. Dzisiaj wiem, że po prostu nie da się przejechać dwóch lat pod rząd tylko na kawie i rogaliku na śniadanie, siedząc po 16 godzin na dobę przed komputerem – bo ciało i umysł mają swoje cykle i bardzo wymierne potrzeby.
7.Co możesz powiedzieć o osobach chorujących psychicznie/doświadczających kryzysów psychicznych, które napotkałaś na swojej drodze?
Od czasu mojej historii, spotkałem całą masę osób chorych, które prezentują pełne spektrum: od siedzących na rencie i wiecznie narzekających, z codziennymi objawami, do biznesmenów i tych, którzy dobrze sobie radzą. Każdy przypadek jest bardzo indywidualny.
Myślę, że odsetek chorych na schizę, który występuje powszechnie w statystyce jest prawdziwy – realna liczba chorych to jest te 1,5%, czyli bardzo niewiele. Pozostałe osoby to produkt uboczny tego, jak zapędziliśmy się jako społeczeństwo. Brak samoświadomości I odpowiedniej edukacji żywieniowej, nawykowej, oraz szacunku do samego siebie wybija nam w to, co się dzieje teraz – masowe zapuszczenie się, zapomnienie w pracę i pogoń, która niszczy nas od środka w bardzo podstępny sposób.
8.Czy zgadzasz się ze słowami prof. Antoniego Kępińskiego, że chorzy psychicznie/schizofrenicy: „więcej czują i inaczej rozumieją, I dlatego bardziej cierpią”? Odpowiedź uzasadnij.
Osoby z realną schizofrenią na pewno czują i dostrzegają więcej i są bardziej wrażliwe – tylko praktycznie nikt tego nie bada. Poza tym jest to bardzo ciężkie do udowodnienia, szczególnie lekarzom, którzy ich widzą 30 minut co drugi miesiąc, żeby wypisać leki. Spotkałem w grupie, w której się obracałem prawdziwe diamenty, jeśli chodzi o twórczość i wrażliwość, sądzę jednak, że co najmniej połowa z nich była po prostu bardzo zaniedbana na wielu poziomach.
9.Co było najtrudniejsze w Twojej drodze zdrowienia?
Po pierwsze zdanie sobie sprawy, że nieświadomie (albo świadomie, kto to udowodni) wszedłem w pewien system, z którego wyjście jest bardzo trudne. Potem była samoświadomość jeśli chodzi o styl życia i pracy oraz dbanie o siebie na poziomie holistycznym – czyli naprawa biochemii ciała i mózgu, nawyków żywieniowych, złych nawyków. Kulminacją i najcięższą rzeczą była praca i rozbrojenie tzw. cPTSD, czyli uwalnianie z traumy. To jest trudne – może dlatego większość osób woli po prostu siedzieć na rencie i eksperymentować z lekami, zamiast wykonać realną pracę nad sobą.
10.Czy myślisz, że system opieki psychiatrycznej w Polsce jest właściwy, wydolny, skuteczny? Uzasadnij swoje stanowisko.
Tak i nie. Na pewno jest o niebo lepszy niż na Wyspach, gdzie mnie po prostu zalekowano i wypisano do domu, żebym radził sobie sam. Polska jest krajem sporym populacyjnie, dlatego mamy szerokie spektrum możliwości – od dostępności do dobrej psychoterapii, po oddziały dzienne/zamknięte czy też grupy wsparcia/samopomocy. Za granicą, nie licząc Norwegii i Finlandii, nie ma tylu opcji, co w Polsce.
Co do negatywnych opinii, to mam jestem bardzo zawiedziony tym, jak się leczy – głównie farmaceutykami, co jest uzasadnione w przypadku osób, które zagrażają sobie czy innym, lecz my zrobiliśmy z tego kiosk z lekami. Praktycznie każde leczenie polega na losowym strzelaniu dużymi dawkami leków. Często lekarze, którzy od świtu do późnej nocy nie robią absolutnie nic poza zdawkowym kilkuminutowym wywiadem (na którym można ostro nakłamać, bo ciężko to sprawdzić) oraz szybkim wypisywaniem leków. Robią to od 8 rano do 20 w nocy, więc jak oni mają się dokształcać?
Mamy realny problem w społeczeństwie, ale nie są to w każdym przypadku choroby psychiczne – ci ludzie są po prostu wyeksploatowani i zaniedbani psychofizycznie, a także biochemicznie. Uboga dieta, pogarszająca się jakość żywności oraz brak edukacji i samoświadomości, jak traktować samego siebie, powodują, że rzeczywiście jesteśmy w punkcie w historii, gdy brakuje nam psychiatrów i psychologów – bo jest naprawdę źle. Ale odpowiedź na to nie zawsze leży po stronie leków.
11.Czy masz pomysły na zmiany w opiece psychiatrycznej w Polsce?
Tak, sądzę, że za mało robimy rozpoznania historii rodzinnej chorób psychicznych i ogólnie bardzo szybko przechodzimy do diagnoz – lekarze zakładają, że każdy przypadek paranoi, wiary w teorie spiskowe czy myślenia odstającego od normy, automatycznie oznacza, że ktoś jest poważnie chory. No nie – osoba, która przejmuje się pracą, bo nie ma pomysłu co innego robić w życiu, będzie miała paranoję, jeśli przełożony dowie się, że się zaczęła się obijać. Ktoś kto się obija, bo nie ma energii życiowej, bo jedzie na kawie i ciastku i nie dosypia, bo się przejmuje – będzie miał rozwalony mikrobiom jelit, a przez to obniżony poziom serotoniny. Koło się zamyka i z tego koła jest coraz ciężej wyjść.
Tego nie rozwiążą asystenci zdrowienia, czy kolejny genialny program wypisywania leków jak na taśmie pokroju centrów zdrowia psychicznego – tu jest potrzebna prawdziwa edukacja samoświadomości ludzi. Podejście holistyczne to jest coś, czego potrzebujemy – całościowa troska o dobrostan psychiczny człowieka. W to wpisuje się strategia leczenia biochemii rodem z książek typu „Energia mózgu” dr Chrisa Palmera i podobne.
12.Na przestrzeni lat polska psychiatria dzieliła się na tę północna, której wzorem jest prof. Tadeusz Bilikiewicz i ufność w farmakologię oraz na psychiatrię południową, której wzorem jest prof. Antoni Kępiński i ufność raczej w psychoterapię. Jak myślisz, jakie połączenie tych dwóch podejść jest najlepsze dla chorujących i najskuteczniejsze, jeśli chodzi o rezultaty leczenia?
Według mnie obydwa podejścia są właściwe, jeśli się je odpowiednio połączy. Często najpierw trzeba „zgasić pożar” u niektórych osób, tzn. jej objawy lekami, żeby wróciła z orbity psychozy z powrotem na Ziemię, do normalnych uczuć i myślenia, a potem za pomocą psychoterapii nauczyć pracy nad sobą. Tyle naprawdę wystarczy.
13.Jeżeli miałbyś napisać list do Twojej choroby, to jaką miałby treść?
Kiedyś zastanawiałem się „dlaczego akurat teraz?”, ale w tym momencie jak już znam odpowiedź to napisałbym „daj mi z tego wszystkiego wyjść”.
14.Co sądzisz o innych znajomych chorujących/zdrowiejących? Jakie mają postawy, charaktery i jak walczą lub nie walczą ze swoimi przypadłościami oraz realiami lecznictwa w Polsce?
Tak, jak pisałem – każdy inaczej choruje. Współczuję tym, którzy mają mocne leki starej generacji, typu Klozapol lub Haloperidol i mimo to mają objawy. Tak jest bardzo ciężko myśleć, żyć i funkcjonować. Jednak widzę, że chorzy walczą. Polska ma taki specyficzny system rent i zasiłków, które nie starczają na tyle, żeby cały czas „nic nie robić”, także trzeba walczyć. Podziwiam tych chorych, bo często pracują w ochronie albo sprzątają, są przezroczyści dla otoczenia, które nie zawsze wie, że chorują. Jeśli objawy się utrzymują u niektórych z nich do tego stopnia, że paraliżuje im to życie, to współczuję im i ich najbliższym, bo to naczynia połączone. Tym zaś, którzy mają rodziny, pracę i zwykłe życie – gratuluje – wygraliście z najgorszym, tj. ze swoim umysłem.
15.Od kilku lat głównie w środowisku psychoterapeutów nie mówi się osoby chorujące psychiczne, lecz osoby doświadczające kryzysów psychicznych. Jak myślisz czy to dobrze czy źle? I czy według Ciebie chorujemy czy kryzysujemy? Czy jesteśmy na nieskończonej drodze zdrowienia czy jednak chorujemy przewlekle? Jakie podejście jest Ci bliskie?
Według mnie określenie kryzys psychiczny jest dużo bardziej liberalne i może prowadzić do mniejszego odsetka nadużywania terminu „choroba”. Kryzys nie zawsze oznacza trwałą chorobę, są momenty w życiu, że człowiek się po prostu zapędza i łamie – i sztuką jest to zauważyć, oraz odwagą jest starać się z tego wyjść. Termin „choroba” jest bardzo krzywdzący, szczególnie w przestrzeni psychiatrii – widziałem wiele razy, że osoba która posiada diagnozę nie jest brana poważnie przez rodzinę i społeczeństwo, mimo bycia w stanie w miarę dobrze funkcjonującym i „normalnym”. Bardzo łatwo przychodzi niektórym osobom wręcz chora kontrola osoby z zaburzeniami psychicznymi, zmuszanie do brania leków, kwestionowanie jej potrzeb i myśli – a nie tędy droga. Droga to zrozumienie, dlaczego to się dzieje, jakie traumy i zdarzenia do tego doprowadziły – dajmy tym ludziom cień szansy, że jeszcze będzie dobrze.
16.Czy w jakiś sposób wyrażasz się np. artystycznie, czy masz jakieś ciekawe hobby, które praktykujesz i które jest swoistym bezpiecznikiem dla Twojego choroby lub ogólnie życia?
Tak. Pisałem wiersze, co mi bardzo pomagało rozładować napięcia, dalej to robię. Teraz przerzuciłem się na hobby sport – dłuuugie spacery czy godziny na rowerze w otoczeniu natury pomagają mi odzyskać balans. Jazda motorem, aby poczuć adrenalinę i wolność też mi dużo daję.
17.Jakbyś miał polecić jakąś książkę czy film, który jest pozycją obowiązkową, pomocną dla chorych, w tym tych, którzy dopiero zachorowali i długa wyboista droga przed nimi?
Polecam osobiście książkę „Byłam po drugiej stronie lustra. Wygrana walka ze schizofrenią” Arnhild Lauveng, Film „Piękny Umysł” z Russelem Crowe, film „Touched with fire”, oraz Jay Ingram „The Burning House”. Nie oglądajcie „Matrixa” zaraz po kryzysie… (śmiech)
18.Jaki złoty środek, nowe podejście, pomysł według Ciebie mógłby ustrzec dzieci i młodzież przed kryzysami psychicznymi?
Świadomość potrzeb – tyle. Jako społeczeństwo, jesteśmy szokująco nieświadomi tego, jak działa ciało i mózg dorosłego i dorastającego człowieka. Świadomość żywieniowa, nawykowa to podobna historia – ludzie są zaniedbani, niedożywieni, dojechani przez pracę, obowiązki i życie. Szczególnie mężczyźni w wieku produkcyjnym, którzy utrzymują rodziny, mają bardzo małe pole do popisu, żeby wyłączyć się, choć na jakiś czas z biegu, odpocząć i zastanowić nad sobą. Mężczyzna, głowa rodziny, w kryzysie psychicznym to tragedia całej rodziny.
Więc rozmawiajmy o tym – po pierwsze nie dajmy się podzielić na tych zdrowych i tych chorych, bo każdy z nas w rzeczywistości, w której współcześnie żyjemy, ma dość spore szanse doświadczenie kryzysu. To od świadomości Ciebie, Twoich znajomych i rodziny zależy czy wyjdziesz z tego – czy zostanie to oddelegowane przestarzałemu, 50 letniemu systemowi psychiatrii, który najlepsze co ma do zaoferowania to kolejne leki na koszt podatnika. Leczenie całościowe, które analizuje wiele wymiarów i apektów osoby ludzkiej jest potrzebne w psychiatrii.
19.Jak na chorobę osoby bliskiej reagują osoby jej towarzyszące na co dzień (np. rodzina, znajomi, sąsiedzi itd.)?
Tutaj są różne podejścia, które spotkałem – od rodzin i znajomych, dla których to jest życiowa tragedia i wstyd, do takich które szukają rozwiązania i wsparcia. Nie ma reguły, ale niestety w rodzinach przemocowych i patologicznych, diagnoza to kolejny but do kontroli osoby po kryzysie. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których to rodzina doradza dosypanie leków osobie, która zebrała się w sobie na tyle, żeby być bardziej stanowcza lub pewna – zamiast wykonać pracę, porozmawiać o potrzebach i problemach, wybierają magiczną tabletkę, która zgasi daną osobę na jeszcze dłużej. Bardzo smutne. Wiele osób po kryzysach siedzi zamknięte w domach.
20.Czy popierasz środowiskowe leczenie psychiatryczne, które według zasady idzie do chorych zamiast więzić ich w łózkach dużych szpitali? I czy duże szpitale są nadal potrzebne według Ciebie?
Jak najbardziej – uważam, że w szczególności lekarze powinni wychodzić zza swoich biurek do ludzi i ich obserwować. Tylko to nie może być kolejnym kanałem i okazją do ślepego wypisywania leków – to powinna być świadoma współpraca i ciekawość, wymiana doświadczeń.
Szpitale oczywiście też są potrzebne, w szczególności do przypadków takich jak ten koleś na UW – ewidentnie był w aktywnej psychozie i widział rzeczy, które popchnęły go do czynów zabronionych. Takich lekujemy do ślinotoku.
21.Dr Daniel Fisher, sam doświadczony schizofrenią psychiatra, opracował zasady eCPR, czyli emocjonalnej pierwszej pomocy/resuscytacji (więcej o tym np. tutaj https://www.centrumdialoguemocjonalnego.pl/index.php/ecpr) – co sądzisz o tym? Czy tzw. karetki pomocy psychiatrycznej, gdzie z interwencją jedzie psychiatra, psycholog oraz asystent ds. zdrowienia, są wg Ciebie potrzebne w Polsce?
Jak najbardziej. Często pierwszym spotkaniem chorego z jakąkolwiek pomocą jest spotkanie z radiowozem policyjnym. Także tutaj byłaby to odmiana na lepsze.
22.Jak myślisz, czy organizacje pozarządowe (fundacje, stowarzyszenia) mogą nieść prawdziwą pomoc osobom chorującym/zdrowiejącym i ewentualnie w jaki sposób według Ciebie mają to robić?
Zapiszę się do pierwszego NGO – który zamiast zorganizować kolejne dożynki albo nic nie dające slajdy na konferencji przez 45 minut, powie otwarcie o holistycznym podejściu do biochemii jelit, mózgu, odżywianiu i pracy nie ponad siły. Czekam na ten moment.
23.Czy wg Ciebie zawód Asystent ds. Zdrowienia, przyjmie się w Polsce? Uzasadnij swoje stanowisko w tej kwestii.
Według mnie tak. Niektórym jest potrzebny nawet fakt, że ktoś już to przeszedł i umie się tym podzielić.
24.Czy sieciowanie oddolne np. przez pomaganie w tworzeniu oddolnych grup wsparcia jest dobre? Jakie ma plusy i minusy?
Pewnie że jest dobre. Ludzie, którzy starają się sobie pomóc zawsze są do przodu – tylko tutaj jest ryzyko niskiej jakości i chaosu, które można poprawić pytając specjalistów o zdanie od czasu do czasu, albo odpowiednio moderując taką grupę.
25.Jak najnowsze technologie mogą pomóc w leczeniu pacjentów i docieraniu do nich?
Wszystko to, czego normalni ludzie używają też na co dzień: czyli wideoczaty, IMy, komputery, chmura – widzę jako przyszłość. Są to systemy, które pomagają chorym w wymianie informacji, nawet dedykowane platformy dla chorych. PUczat (web.puczat.pl) jest dobrym przykładem portalu/czata dedykowanym wyłącznie dla chorych, działa już nieprzerwanie ponad 10 lat i pomógł rzeszy chorych kontaktować się ze sobą.
26.Jak myślisz, co jest najlepszym sposobem aktywizacji i terapii osób po kryzysach psychicznych?
Przede wszystkim pokazanie takiej osobie, że nawet jeśli to rzeczywiście jest choroba psychiczna, to są opcje, żeby normalnie żyć i funkcjonować. Mało jest jeszcze wysiłków analizy i racjonalizacji przeżytych psychoz, a to najbardziej paraliżuje osoby po kryzysach. Zaniedbany mózg broni się, często wrzucając nam kompletnie irracjonalne halucynacje czy wizje, w które osoby tego doświadczające przez długie miesiące zastanawiają się co zobaczyły i poczuły. Racjonalizując te rzeczy, mamy szansę dotrzeć do danego człowieka i wytłumaczyć mu, że to jest pewna mechanika rozpadu głównie biochemii i że trzeba dalej normalnie żyć.
To samo tyczy się traumy, szczególnie dziecięcej – w Polsce mamy taką tendencję, że psychoterapia utarła się w nurcie głównie CBT, dalej mamy za mało specjalistów, albo w ogóle terapeutów, którzy chcą chociaż wysłuchać traum osoby. Za mało też mówi się o dobrych nawykach życiowych i żywieniowych – te sfery są byle jak i na odwal.
27.Często chorzy mają złą opinię o systemie lecznictwa. Panuje również opinia, że firmy farmaceutyczne specjalnie nie wynajdują leku likwidującego schizofrenie i podobne choroby, dawkując przewlekle uśmierzacze choroby? Jaka jest Twoja opinia na ten temat?
Ktoś kiedyś mi powiedział, że za nową generację leków psychiatrycznych jest odpowiedzialna jedna rodzina na świecie – Kennedych (tak, tych Kennedych). To oni po latach 50-tych przeznaczyli najwięcej na badania nad lekami psychiatrycznymi i to im zawdzięczamy postęp w tej dziedzinie. Bez tego robilibyśmy dalej lobotomię.
Leki są oczywiście potrzebne, szczególnie dla przypadków zagrażających życiu i zdrowiu swojemu czy innych – tutaj nie ma dyskusji. Ale my zrobiliśmy z tego sklep z cukierkami. Efektem ubocznym jest system, który wręcz nagradza pracę z lekami i ich wypisywanie – osoby w kryzysie prześcigają się w manipulacjach lekarzy na zmianę leków, próbując coraz to nowych dawek oraz specyfików, bo może ten pomoże. Zamiast pracy nad sobą, mamy niekończący się strumień kasy podatników, który funduje ludzi łykających tabletki. Tyle – po co pracować nad sobą, swoim ciałem i dietą, skoro tabletka rozwiąże wszystko?
Często ci ludzie mają już tak zbitą dopaminę i energię życiową, że muszą kompensować to sobie zachowaniami kompulsywnymi. Powszechne są przypadki palenia, nałogowego jedzenia, masturbacji i innych rzeczy, którymi ludzie na lekach „podbijają” sobie dopaminę. Organizm w każdy sposób szuka pewnego balansu i znajdzie tę dopaminę w często nieoczekiwanych miejscach.
28.Jak duża, według Ciebie, jest skala chorób pobocznych wśród pacjentów, wywołanych wieloletnim przyjmowaniem leków psychiatrycznych? Jaki to może mieć wpływ na ich długość i jakość życia?
To jest poważny problem, szczególnie oddziaływanie medykamentów na trzustkę, system dopaminericzny i insulinę. Mówi się, że to niby można wytrenować, ale prawda jest taka, że spory odsetek ludzi na lekach po prostu podąża za impulsem i idą w nałogi i zajadanie się. Kolejny smutny fakt to taki, że są 120+ kilowi ludzie, którzy po prostu umierają, często nie mając energii nic ze sobą zrobić. Taka jest chyba cena używania 50 letnich specyfików absolutnie do wszystkiego i podobną historię mamy również w przypadku antybiotyków. Mam nadzieję, że kiedyś jako ludzkość znajdziemy jakiś złoty środek. Podoba mi się bardzo podejście Dubaju – w którym po 4-6 miesiącach stosowania leków po prostu robi się solidną rewizję.
29.Jak ważny jest balans między pracą zawodową a zdrowiem? Co robić aby nie wypalić się zawodowo, a nawet nie popaść w przepaść dolegliwości psychicznych?
Jest to kluczowe – jak już wspomniałem, nie uczymy młodych ludzi higieny pracy. To jest zasadniczy problem, bo ludzie nie wiedzą, kiedy przestać, przepracowują się. Praca się nigdy nie kończy, a jak nie przestaniesz to dostaniesz objawów – to naprawdę jest takie proste.
30.Jak balansujesz swoje życie, aby być zdrowym? Jakie błędy popełniłeś w przeszłości w tym obszarze?
Kiedyś potrafiłem siedzieć przed komputerem 12 godzin bez przerw, wymyślając nowy kod, systemy i tego typu pierdoły. Wydawało mi się to ważne. Teraz robię sobie częste przerwy, potrafię odejść, poobcować z naturą oraz odpuścić. Koniec końców zrozumiałem, że komputery nie są jednak takie fascynujące i ważne i że to jest tylko praca.
31.Jak wspierali Cię Twoi bliscy w kryzysie psychicznym? Za co jesteś im najbardziej wdzięczny?
Jestem wdzięczny przede wszystkim za to, że byli obok mnie, że starali sobie to jakoś wytłumaczyć.
32.Jakie są problemy na rynku pracy dotykające osoby chorujące psychicznie? Czy państwo właściwie wspiera firmy dające zatrudnienie osobom chorym psychicznie i osobom z orzeczeniami niepełnosprawności?
Największym problemem pracodawców jest to, że osoba nagle „znika” z pracy na długie miesiące. Co do wspierania miejsc pracy chronionej to istnieje tu pewna patologia – jak na przykład to, że prawie 100% odsetek osób z niepełnosprawnościami pracuje w ochronie. Ktoś powinien z tym coś zrobić, bo to tylko czeka na tragedię.
33.Czy system przyznawania rent w Polsce działa właściwie? Czy wg Ciebie renciści powinni móc dorabiać do renty? Jeśli tak to w jakim stopniu i w jaki sposób?
Tutaj mam ograniczone informacje, także nie wiem jak system rent działa. Ale jak najbardziej, powinno się dorabiać do rent, jeśli masz taką ochotę – powinniśmy nagradzać fakt, że ktoś chce pracować.
34.Czym według Ciebie charakteryzuje się niepełnosprawność osób z zaburzeniami psychicznymi np. w porównaniu z innymi niepełnosprawnościami, czy z pełnosprawnymi np. w rolach społecznych czy pracy zawodowej?
Przede wszystkim będąc świeżo po kryzysie psychicznym na pewno myśli się wolniej i czuje mniej – także tutaj będzie widzialna różnica. W tych czasach gdzie wydajność się liczy, taka osoba na pewno będzie trochę odstawała.
35.Jak powinno wyglądać właściwe stanowisko pracy, według Ciebie, dla osób z zaburzeniami psychicznymi?
Nie powinno się za bardzo różnić od normalnego stanowiska – z tą różnicą, żeby nie było tak dużego nacisku na wydajność.
36.Jakie największe błędy dostrzegłeś u specjalistów, w tym psychologów, lekarzy psychiatrów itd. na swojej drodze leczenia? A może ktoś Cie zaskoczył innym podejściem lub/i pełnym profesjonalizmem?
Przede wszystkim lekarze i psycholodzy, wyśmienita większość, których spotkałem – po prostu nie mają czasu i ochoty się dokształcać. Uważają, że doświadczenie z pacjentami, plus wiedza ze stażu i studiów to wszystko. Niestety nie – mamy kilka nowych konceptów z ostatnich 10 lat, które mimo wszystko jeszcze nie przedarły się do Polskiej służby zdrowia. Jednym z tych konceptów jest całościowa teoria zaburzeń ATP w komórkach mózgu (i nie tylko), opracowana w papierach naukowych i książce „Energia Mózgu”. Bardzo niewielu lekarzy w naszym kraju praktykuje ten paradygmat, większość po prostu wypisuje kolejny lek.
37.Jakbyś przeprowadzał wywiad sam ze sobą, to o co byś siebie zapytał, w kontekście życia, choroby psychicznej czy zdrowienia?
Może pytałbym o to, o co praktycznie nikt nie pyta – czyli co widziałeś w psychozie, kim byłeś, co czułeś? Nikt, ale to absolutnie nikt nie koncentruje się na zawartości psychozy i potem na jej zaakceptowaniu/zanegowaniu. Według mnie to pozwoliłoby chorym na sprawniejsze dojście do balansu i zakwestionowanie niektórych wierzeń/doświadczeń.
- Przedstaw siebie i Twoje życie w kilku zdaniach?
Rozchorowałam się po studiach, średnio raz do roku występuje u mnie psychoza (kryzys psychiczny). Pomiędzy kolejnymi psychozami podejmuję kolejne prace zawodowe i można mówić nawet o pewnych sukcesach na polu zawodowym. Jestem „włóczykijem” – lubię się przeprowadzać i poznawać nowe miejsca. Jakiś czas mieszkałam w Polsce, w różnych lokalizacjach, trochę za granicą, wszędzie szukając swojego miejsca. Od 3 lat zamieszkuję w jednym, stałym miejscu i mam nadzieję, że tu już osiądę na stałe.
- Jak wygląda Twoje samopoczucie dzisiaj? Jakie było wczoraj? Jakie wg Ciebie będzie jutro?
Samopoczucie wczoraj i dzisiaj dobre, bo moja rodzina przyjechała w odwiedziny. Jutro przypuszczam że będę doświadczać lęków, bo mam problemy techniczne w pracy.
- Patrząc na 10-20 lat wstecz opisz, co było Twoimi największymi osiągnięciami, a co uważasz za swoje porażki?
Sukcesy:
- wykształcenie – ukończenie 2 kierunków studiów magisterskich na prestiżowych uczelniach;
- praca – pomimo psychoz występujących średnio raz do roku i trwających około miesiąca – nie poddawanie się i ciągłe pracowanie w okresach, w których jest remisja, pomimo choroby, wypracowanie okresów składkowych niezbędnych do renty z tytułu niezdolności do pracy;
- ciągła walka o samodzielność typu samodzielne wynajmowanie mieszkania, staranie się o dochód pozwalający na samodzielne mieszkanie i funkcjonowanie;
- posiadanie grupy przyjaciół i rodziny, co daje mi wsparcie psychiczno-społeczne;
- posiadanie wparcia psychiatry i psychologa/terapeuty, co pozwala mi już 3 lata uniknąć hospitalizacji.Porażki:
- wielokrotne odstawianie leków celem lepszego funkcjonowania pamięci i koncentracji i lepszych wyników w pracy, kończące się każdorazowo kryzysem psychicznym (psychozą);
- trudna nauka tej choroby przez wiele lat;
- obciążanie rodziny i znajomych swoimi psychozami i irracjonalnym zachowaniem podczas nawrotów
- ze względu na występujące średnio raz do roku psychozy, przerywające pracę zawodową, brak możliwości wzięcia kredytu na mieszkanie i konieczność wynajmowania;
- brak stałego źródła dochodu i wynikający stąd brak stabilności życia.
- Czy czujesz się wypalona życiowo lub/i zawodowo?
Nie. Nie czuje się wypalona życiowo/zawodowo. Kocham życie i każdą moją pracę uważam za sukces.
- Jak w kilku zdaniach przebiegała Twoja choroba i droga zawodowa? A propos choroby i drogi zawodowej, odpowiedziałam już wcześniej.
- Co możesz powiedzieć o osobach chorujących psychicznie/doświadczających kryzysów psychicznych, które napotkałaś na swojej drodze?
Jest to moim zdaniem bardzo zróżnicowane środowisko. Wśród chorujących można spotkać cały przekrój społeczeństwa. Z jednymi łapie się lepszy kontakt, z innym słabszy bądź żaden. Jak w życiu – mam przyjaciół chorujących, ale także osoby, z którymi nie wchodzę w ściślejsze relacje.
- Czy zgadzasz się ze słowami prof. Antoniego Kępińskiego, że chorzy psychicznie/schizofrenicy: „więcej czują i inaczej rozumieją, I dlatego bardziej cierpią”? Odpowiedź uzasadnij.
Nie. Ja nie uważam, żeby moja choroba była równoznaczna z cierpieniem. Ja tego nie odczuwam, ale moja rodzina cierpi bo nie jest w stanie mi pomóc w kryzysowych sytuacjach.
- Co było najtrudniejsze w Twojej drodze zdrowienia?
Jakiego zdrowienia? Ja ciągle choruję, nie wyzdrowiałam – chyba, że czas remisji nazwać można zdrowieniem? Moim zdaniem to jest choroba do końca życia, trzeba się na nowo nauczyć z nią żyć. Brać leki i dawać z siebie maxa żeby mieć w miarę namiastke normalnego życia.
- Czy myślisz, że system opieki psychiatrycznej w Polsce jest właściwy, wydolny, skuteczny? Uzasadnij swoje stanowisko.
Nie. Słowa bliskiej mi osoby: „chorego w psychozie wypuszczają na ulicę, bo nie wyraża zgody (a przecież nie myśli wtedy racjonalnie), a upojonego alkoholem zabierają do szpitala, nie pytając o zgodę!”
- Czy masz pomysły na zmiany w opiece psychiatrycznej w Polsce?Miałam pomysły, podawałam przykład opieki w Anglii różnym osobom, ale nie zostało to wzięte pod uwagę.
- Na przestrzeni lat polska psychiatria dzieliła się na tę północna, której wzorem jest prof. Tadeusz Bilikiewicz i ufność w farmakologię oraz na psychiatrię południową, której wzorem jest prof. Antoni Kępiński i ufność raczej w psychoterapię. Jak myślisz, jakie połączenie tych dwóch podejść jest najlepsze dla chorujących i najskuteczniejsze, jeśli chodzi o rezultaty leczenia?Leczę się w Krakowie i jestem zadowolona. Jestem pod opieką lekarza psychiatry, mam również terapię indywidualną – od 3 lat, są efekty.
- Co sądzisz o innych znajomych chorujących/zdrowiejących? Jakie mają postawy, charaktery i jak walczą lub nie walczą ze swoimi przypadłościami oraz realiami lecznictwa w Polsce?Różnie to bywa, ponieważ nie każdy ma wsparcie.
- Od kilku lat głównie w środowisku psychoterapeutów nie mówi się osoby chorujące psychiczne, lecz osoby doświadczające kryzysów psychicznych. Jak myślisz, czy to dobrze, czy źle? I czy według Ciebie chorujemy czy kryzysujemy? Czy jesteśmy na nieskończonej drodze zdrowienia czy jednak chorujemy przewlekle? Jakie podejście jest Ci bliskie?
Właściwie to już udzieliłam odpowiedzi na to pytanie – moim zdaniem chorujemy. Co więcej, społeczeństwo nie jest na tyle wyedukowane, żeby myśleć i mówić inaczej.
- Czy w jakiś sposób wyrażasz się np. artystycznie, czy masz jakieś ciekawe hobby, które praktykujesz i które jest swoistym bezpiecznikiem dla Twojego choroby lub ogólnie życia?Ja nie mam hobby. Nie lubię pisać ani czytać wierszy, nie pisze ani nie czytam książek, nie tworze muzyki, daleko mi do sportu itp.
- Jakbyś miała polecić jakąś książkę czy film, który jest pozycją obowiązkową, pomocną dla chorych, w tym tych, którzy dopiero zachorowali i długa wyboista droga przed nimi?Nawiązując do mojej poprzedniej wypowiedzi – dotyczy ona również filmów – nie oglądam, nie mam telewizora, nie interesują mnie.
- Jaki złoty środek, nowe podejście, pomysł według Ciebie mógłby ustrzec dzieci i młodzież przed kryzysami psychicznymi?
Ja nie jestem specjalistą od opieki psychiatrycznej dzieci, sama nie mam pomysłu na ten temat.
- Jak na chorobę osoby bliskiej reagują osoby jej towarzyszące na co dzień (np. rodzina, znajomi, sąsiedzi itd.)?
Moja mama przeżywa bardzo mocno moją chorobę – zwłaszcza, gdy mam psychozę i jest pełna obaw o to, co się może wydarzyć. Inni członkowie rodziny nie rozróżniają, kiedy mam psychozę, a kiedy jestem w remisji – uważają ze zawsze w każdych okolicznościach jestem chora na bardzo poważną schizofrenię. Zdaniem członków rodziny nikt nie zakłada pomocy rodzinie, edukacji w szkołach, na studiach itp.
- Czy popierasz środowiskowe leczenie psychiatryczne, które według zasady idzie do chorych zamiast więzić ich w łózkach dużych szpitali? I czy duże szpitale są nadal potrzebne według Ciebie?Duże szpitale są niezbędne. Jest to znacznie lepsze rozwiązanie dla osób spoza centrum miasta. Moim zdaniem ta opieka środowiskowa w Polsce kompletnie się nie sprawdza.
- Dr Daniel Fisher, sam doświadczony schizofrenią psychiatra, opracował zasady eCPR, czyli emocjonalnej pierwszej pomocy/resuscytacji (więcej o tym np. tutaj https://www.centrumdialoguemocjonalnego.pl/index.php/ecpr) – co sądzisz o tym? Czy tzw. karetki pomocy psychiatrycznej, gdzie z interwencją jedzie psychiatra, psycholog oraz asystent ds. zdrowienia, są wg Ciebie potrzebne w Polsce?
Nie jestem odpowiednio zaznajomiona z tematem, żeby się wypowiadać.
- Jak myślisz, czy organizacje pozarządowe (fundacje, stowarzyszenia) mogą nieść prawdziwą pomoc osobom chorującym/zdrowiejącym i ewentualnie w jaki sposób według Ciebie mają to robić?
Miałam do czynienia z kilkoma podmiotami tego rodzaju – pomoc jest nieznaczna ale zawsze jakaś ;). Uważam, ze staże i szkolenia, które NGO’sy pomagają załatwić to dobry kierunek, ale mimo wszystko za mało – chorującym potrzebna jest praca i to przede wszystkim praca pomaga normalnie funkcjonować.
- Czy wg Ciebie zawód Asystent ds. Zdrowienia, przyjmie się w Polsce? Uzasadnij swoje stanowisko w tej kwestii.Z osób, które znam, a które mają być asystentami ds. zdrowienia (mają ukończone kursy, udzielają się na tym polu) tylko jedna ma ku temu predyspozycje moim zdaniem – pozostałe osoby się nie nadają, tzn. ja bym nie zaufała takiej osobie i nie nawiązałabym kontaktu z nią, szczególnie w psychozie. Czy zawód się przyjmie – mam nadzieję, że tak, ale do dobrej jakości pracy świadczonej przez takowych asystentów daleka droga.
- Czy sieciowanie oddolne np. przez pomaganie w tworzeniu oddolnych grup wsparcia jest dobre? Jakie ma plusy i minusy?
Niestety nie wiem, o co chodzi.
- Jak najnowsze technologie mogą pomóc w leczeniu pacjentów i docieraniu do nich?
Według mnie, o to trzeba pytać firmy, które takowe technologie opracowują – na ile są w stanie udostępnić narzędzia służące leczeniu chorujących i docieraniu do nich.
- Jak myślisz, co jest najlepszym sposobem aktywizacji i terapii osób po kryzysach psychicznych?Moim zdaniem najlepsza jest mieszanka wsparcia ze strony przyjaciół i osób bliskich, dopasowana farmakologia, odpowiedni kontakt terapeutyczny oraz praca zawodowa w warunkach otwartości i wsparcia.
- Często chorzy mają złą opinię o systemie lecznictwa. Panuje również opinia, że firmy farmaceutyczne specjalnie nie wynajdują leku likwidującego schizofrenie i podobne choroby, dawkując przewlekle uśmierzacze choroby? Jaka jest Twoja opinia na ten temat?Brzmi trochę jak teoria spiskowa. Moim zdaniem jest sporo leków i ciągle powstają nowe. Wydaje mi się, że na polu leczenia psychiatrycznego stosunkowo dużo się dzieje w kwestii wprowadzania do obrotu nowych leków.
- Jak duża, według Ciebie, jest skala chorób pobocznych wśród pacjentów, wywołanych wieloletnim przyjmowaniem leków psychiatrycznych? Jaki to może mieć wpływ na ich długość i jakość życia?Nie znam statystyk. Ja choruję na otyłość polekową. Jest to jednak mniejsze zło niż niebezpieczeństwa, które może nieść ze sobą kolejna psychoza.
- Jak ważny jest balans między pracą zawodową a zdrowiem? Co robić aby nie wypalić się zawodowo, a nawet nie popaść w przepaść dolegliwości psychicznych?
Balans ten jest bardzo ważny. Ważne jest posiadanie życia poza pracą – posiadanie osób bliskich, przyjaciół, kręgu wsparcia. Ważny jest czas poza pracą, żeby stosować tzw. Work-Life Balance.
- Jak bilansujesz swoje życie, aby być zdrową? Jakie błędy popełniłaś w przeszłości w tym obszarze?Ja przede wszystkim dbam o jakość relacji międzyludzkich tj. o relacje z bliskimi i przyjaciółmi w tzw. real life a nie tylko w internecie. Ograniczyłam czas spędzany na forach i czatach internetowych, na rzecz bliskich, jakościowych relacji w życiu realnym. Wg mnie, moim ogromnym błędem było rozpowiadanie tu i ówdzie o chorobie – ważna jest dyskrecja, gdyż ludzie i tak w większości nie rozumieją ani nawet nie chcą zrozumieć nas chorych, a stygmat choroby psychicznej bardzo przeszkadza na wielu polach m. in. zawodowym. Warto skupiać się na rozwoju osobistym m. in. poprzez uczestnictwo w szkoleniach podnoszących kwalifikacje, stażach ukierunkowanych na specjalizację w danej dziedzinie, obranie celu zawodowego i krok po kroku jego realizowanie. Równie ważny jest dobry, otwarty kontakt z psychiatrą i z terapeutą, regularne, odpowiedzialne branie leków i nie odstawianie ich pod byle pretekstem oraz regularne badania lekarskie.
- Jak wspierali Cię Twoi bliscy w kryzysie psychicznym? Za co jesteś im najbardziej wdzięczny?Dużo by tu opowiadać… Jestem im niezmiernie wdzięczna za opiekę, troskę i ze mnie nie zostawili mimo mojego irracjonalnego zachowania – dostawałam i nadal dostaję wsparcie i motywację do polepszania jakości życia.
- Jakie są problemy na rynku pracy dotykające osoby chorujące psychicznie? Czy państwo właściwie wspiera firmy dające zatrudnienie osobom chorym psychicznie i osobom z orzeczeniami niepełnosprawności?
Według moich obserwacji, około 90% prac dla osób z orzeczeniem o niepełnosprawności zamyka się w kategoriach ochrona-sprzątanie. A przecież choroba nie powinna dyktować branży, w której się pracuje, do której ma się predyspozycje itp. Szkoda, że istnieją takie uprzedzenia po stronie pracodawców, że nie chcą pracować z osobami ze stygmatem choroby psychicznej. Jeśli już to państwo powinno wspierać osoby chorujące, które chcą iść pracować, wypłacając im dodatkowe pieniądze za to, że podjęły wysiłek pracy, a nie pracodawców.
- Czy system przyznawania rent w Polsce działa właściwie? Czy wg Ciebie renciści powinni móc dorabiać do renty? Jeśli tak to w jakim stopniu i w jaki sposób?Ja optuję za tym, żeby całkowicie zlikwidować limity dorabiania do rent, a co za tym idzie, tzw. pułapkę rentową.
- Czym według Ciebie charakteryzuje się niepełnosprawność osób z zaburzeniami psychicznymi np. w porównaniu z innymi niepełnosprawnościami, czy z pełnosprawnymi np. w rolach społecznych, czy pracy zawodowej?
Nie jestem kompetentna, żeby udzielać informacji na ten temat.
- Jak powinno wyglądać właściwe stanowisko pracy, według Ciebie, dla osób z zaburzeniami psychicznymi?
Nie bardzo wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie.
- Jakie największe błędy dostrzegłeś u specjalistów, w tym psychologów, lekarzy psychiatrów itd. na swojej drodze leczenia? A może ktoś Cie zaskoczył innym podejściem lub/i pełnym profesjonalizmem?
To są zbyt osobiste rzeczy, nie chcę się tym dzielić publicznie.
- Jakbyś przeprowadzała wywiad sama ze sobą, to o co byś siebie zapytała, w kontekście życia, choroby psychicznej czy zdrowienia?
Jak oceniana będzie moja choroba i wytwory mojej wyobraźni/pracy za 100 lat? Na ile nauka posunie się do przodu? Czy wówczas równie płytko będzie moja osoba oceniana, jak teraz?
- Przedstaw siebie i Twoje życie w kilku zdaniach?
Jestem osobą, na której swe piętno odcisnęło wychowanie pozbawione przeżywania i uczenia się emocji, bycia zauważoną, słyszaną i akceptowaną. Silna zależność od autorytetów, brak możliwości doświadczania życia po swojemu, dławienie złości. Ogólnie panujące przekonanie społeczne, że jestem dziewczyną i mam być posłuszna a chłopcy są najlepsi, wiedzą lepiej i im się należy w pierwszej kolejności…. Deficyt bezpieczeństwa, ocena otoczenia… To wszystko sprawiło, że stany lękowo-depresyjne towarzyszyły mi od zawsze…. Doszła do tego somatyka, bo ugniatanie emocji musiało mieć gdzieś ujście… Z takim bagażem doświadczeń odkrywam się od nowa, cały czas ucząc się nowych metod zmiany myślenia…. budowanie siebie od nowa, odnalezienie swojej wartości to długi i pełen znojów proces….ale świadomość i wiedza są najważniejsze….bo pokazują kierunek i dają wiarę, że traumy międzypokoleniowe, wielokrotnie bezmyślne i pełne niesprawiedliwości oraz pozbawione obiektywnego wglądu postępowanie innych czy też normy społeczne, kulturowe i religijne – zakazy i nakazy, autorytety (prawi i sprawiedliwi) – nie mają znaczenia, bo liczy się to jak potrafię przekuć swoje doświadczenie w mój zasób – TERAZ.
Mam wspaniałą Córkę, z której jestem ogromnie dumna… mam wspaniałego Męża, z którym połączył mnie przypadek…a może przeznaczenie….on ma więcej za sobą ciężkich, a wręcz granicznych doświadczeń…..on powstał z nich jak feniks z popiołów…..
- Jak wygląda Twoje samopoczucie dzisiaj? Jakie było wczoraj? Jakie wg Ciebie będzie jutro?Nasze samopoczucie kreujemy my sami….jeśli będziemy umieli zatrzymać się na chwilę, zobaczyć drzewo, wsłuchać się w śpiew ptaka, poczuć wiatr we włosach, skupić się na swoim oddechu BYĆ WDZIĘCZNĄ/YM– ono może być stale na dobrym poziomie…jeśli nauczymy się być dla siebie czuli, będziemy dobrze się ze sobą czuć.
- Patrząc na 10-20 lat wstecz opisz, co było Twoimi największymi osiągnięciami, a co uważasz za swoje porażki?Patrząc wstecz widzę, że nie miałam nadziei… ani świadomości czemu jest mi źle….największym sukcesem jest to, że wiem kim jestem i wiem jak mogę sobie pomagać (innym jest zawsze łatwiej). Nie można ustawać w budowaniu swojej wartości i przeżywaniu życia na swoich warunkach.
- Czy czujesz się wypalona życiowo lub/i zawodowo? Jeśli tak to dlaczego? czy myślisz o jakiś radykalnych krokach na odmianę?Dużo w życiu przechodziłam i wciąż przechodzę zmian….nigdy nie bałam się pracy i jestem ambitna….wiem, że tylko rozwój i działanie daje mi siłę…warto mieć rytm, regularność…warto być aktywną/ym.
- Co możesz powiedzieć o osobach chorujących psychicznie/doświadczających kryzysów psychicznych, które napotkałaś na swojej drodze?
Na swojej drodze stale spotykam osoby doświadczające kryzysów psychicznych….myślę, że każdy je przechodzi, przeszedł lub przejdzie….ważny jest wgląd w siebie, edukacja i wsparcie osób, które współodczuwają i towarzyszą nam w drodze do zdrowienia.
- Czy zgadzasz się ze słowami prof. Antoniego Kępińskiego, że chorzy psychicznie/schizofrenicy: „więcej czują i inaczej rozumieją, I dlatego bardziej cierpią”? Odpowiedź uzasadnij.Jak najbardziej zgadzam się. To ludzie wrażliwi, którzy dźwigają cały świat, dlatego cierpią wielokrotnie bardziej.
- Czy myślisz, że system opieki psychiatrycznej w Polsce jest właściwy, wydolny, skuteczny? Uzasadnij swoje stanowisko. Czy masz pomysły na zmiany w opiece psychiatrycznej w Polsce?
System jest niewydolny i mało skuteczny, wymaga pilnych zmian…, które na pierwszym miejscu uwzględnią prawa człowieka, podażą za konwencją praw osób z niepełnosprawnościami. Obejmą współpracę międzyresortową i zmienią paradygmat z podejścia biomedycznego na psychospołeczny….Potrzebne są działania edukacyjne dla osób doświadczających problemów ze zdrowiem psychicznym.
- Na przestrzeni lat polska psychiatria dzieliła się na tę północna, której wzorem jest prof. Tadeusz Bilikiewicz i ufność w farmakologię oraz na psychiatrię południową, której wzorem jest prof. Antoni Kępiński i ufność raczej w psychoterapię. Jak myślisz, jakie połączenie tych dwóch podejść jest najlepsze dla chorujących i najskuteczniejsze, jeśli chodzi o rezultaty leczenia?
Uważam, że nie należy ufać farmakoterapii. Jest ona potrzebna na początku, w sytuacjach trudnych do opanowania….później tylko praca nad sobą i wsparcie społeczne, szczególnie tych, którzy mają podobne doświadczenia.
- Co sądzisz o innych znajomych chorujących/zdrowiejących? Jakie mają postawy, charaktery i jak walczą lub nie walczą ze swoimi przypadłościami oraz realiami lecznictwa w Polsce?
Ludzie dzielą się na tych, którzy mają wrażliwość na drugiego człowieka i prawdziwe powołanie do zawodu, który wykonują i na tych, co chcą zarabiać pieniądze, zdarza się, że kosztem innych…
- Od kilku lat głównie w środowisku psychoterapeutów nie mówi się osoby chorujące psychiczne, lecz osoby doświadczające kryzysów psychicznych. Jak myślisz czy to dobrze czy źle? I czy według Ciebie chorujemy, czy kryzysujemy? Czy jesteśmy na nieskończonej drodze zdrowienia czy jednak chorujemy przewlekle? Jakie podejście jest Ci bliskie?
Uważam, że słowa mają ogromną moc. One kształtują nasze poglądy, nasze emocje, przekonania i nastawienie do innych. Słowo choroba zamyka nas w ramach sytuacji bez wyjścia, zależności od leków, zależności od lekarzy…każdy kryzysuje, jeden bardziej, drugi mniej….kryzys może być rozwojowy, o ile dobrze nim pokierujemy przy wsparciu innych….i wtedy droga do zdrowienia może mieć swój indywidualny i pozytywny koniec
Co sprzyja w radzeniu sobie z kryzysem:
- aktywna eksploracja rzeczywistości i poszukiwanie informacji,
- wyrażanie swoich emocji,
- aktywne inicjowanie pomocy ze strony innych,
- podział sytuacji problemowej na fragmenty i stopniowe ich rozwiązywanie,
- rozpoznawanie w sobie symptomów zmęczenia i dezorganizacji, co ułatwia utrzymanie integracji i kontrolę nad codzienną aktywnością,
- aktywne radzenie sobie z uczuciami i problemami lub akceptowanie ich, gdy nie można ich zmienić,
- plastyczność i gotowość do dokonywania zmian w samym sobie,
- podstawowe zaufanie do własnej osoby i ludzi oraz wiara, że kryzys można przezwyciężyć.
- Czy w jakiś sposób wyrażasz się np. artystycznie, czy masz jakieś ciekawe hobby, które praktykujesz i które jest swoistym bezpiecznikiem dla Twojego choroby lub ogólnie życia?
Tak, praktykuję medytację w ruchu – 5 rytmów. Polecam każdemu, kto kocha tańczyć – bardzo pomaga trenować uważność.
- Jakbyś miał polecić jakąś książkę czy film, który jest pozycją obowiązkową, pomocną dla chorych, w tym tych, którzy dopiero zachorowali i długa wyboista droga przed nimi?
Daniel Fisher – „Bicie serca nadziei”.
- Jaki złoty środek, nowe podejście, pomysł według Ciebie mógłby ustrzec dzieci i młodzież przed kryzysami psychicznymi?Ważna jest codzienność, ważne jest dbanie o trwałe, emocjonalne relacje z dziećmi, budowanie im poczucia bezpieczeństwa, uważne słuchanie ich, umożliwianie im rozwoju czy wyrażania emocji np. poprzez pasje. Szanowanie ich potrzeb.
- Jak na chorobę osoby bliskiej reagują osoby jej towarzyszące na co dzień (np. rodzina, znajomi, sąsiedzi itd.)?
Problemy psychiczne odbijają swoje piętno na wszystkich w otoczeniu, każdy cierpi, szczególnie jak jest blisko związany z osobą, której problemy dotyczą. Najważniejsza jest edukacja rodzin, aby miały narzędzia do tego jak sobie radzić w trudnym momentach i miały wsparcie społeczne.
- Czy popierasz środowiskowe leczenie psychiatryczne, które według zasady idzie do chorych zamiast więzić ich w łózkach dużych szpitali? I czy duże szpitale są nadal potrzebne według Ciebie?
Uważam, że środowiskowa opieka nad zdrowiem psychicznym jest jednym z kluczowych elementów ulepszenia systemu. Osoby z problemami zdrowia psychicznego mają szansę na zdrowienie w najbliższym otoczeniu, a nie w izolacji szpitalnej. Duże szpitale mogą stać się niepotrzebne, ale konieczna jest wielka reforma i połączenie działań pomiędzy różnymi sektorami (tj. ministerstwo zdrowia, ministerstwo rodziny, pracy i polityki społecznej, ministerstwo edukacji etc.).
- Dr Daniel Fisher, sam doświadczony schizofrenią psychiatra, opracował zasady eCPR, czyli emocjonalnej pierwszej pomocy/resuscytacji (więcej o tym np. tutaj https://www.centrumdialoguemocjonalnego.pl/index.php/ecpr) – co sądzisz o tym? Czy tzw. karetki pomocy psychiatrycznej, gdzie z interwencją jedzie psychiatra, psycholog oraz asystent ds. zdrowienia, są wg Ciebie potrzebne w Polsce?
Daniel Fisher opracował podejście oparte na pierwotnym, najprostszym podejściu czucia drugiego człowieka (serce do serca). Rezonowanie emocjonalne z drugim człowiekiem daje szanse stworzenie bezpiecznej przestrzeni i dialogu. Tak, jak najbardziej jestem za zespołami mobilnymi (o tym mówi podejście Otwartego Dialogu), za zespołami, które jeżdżą do rodzin i pracują z całym systemem rodzinnym. Ale takie zespoły muszą być odpowiednio przeszkolone w takim podejściu.
- Jak myślisz, czy organizacje pozarządowe (fundacje, stowarzyszenia) mogą nieść prawdziwą pomoc osobom chorującym/zdrowiejącym i ewentualnie w jaki sposób według Ciebie mają to robić?
NGOs niosą prawdziwą pomoc. Wszystko zależy od tego, jaki mają pomysł na swoje działanie, czy mają odpowiednią kadrę i finansowanie. Niestety szczególnie o to ostatnie nie jest łatwo…w większości wszystko opiera się na projektach. A projekty są i się kończą. Bardzo trudno jest utrzymać płynność finansową na stałe działania. Biurokracja jest i będzie, ale jest do opanowania. Najtrudniej jest mieć stałe źródło finansowania, by móc pomagać innym.
- Czy wg Ciebie zawód Asystent ds. Zdrowienia, przyjmie się w Polsce? Uzasadnij swoje stanowisko w tej kwestii.
Zawód Asystenta Zdrowienia może mieć piękną przyszłość, ale wymaga jeszcze wielu zmian systemowych, szkoleń personelu, zmiany nastawienia i wsparcia osób, które wykonują ten bardzo ciężki emocjonalnie zawód. Tak, aby szybko nie nastąpiło wypalenie zawodowe…
- Czy sieciowanie oddolne np. przez pomaganie w tworzeniu oddolnych grup wsparcia jest dobre? Jakie ma plusy i minusy?
Sieciowanie oddolne pełni olbrzymią rolę w procesie budowania, wzmacniania i rozwoju środowiska osób z doświadczeniem kryzysów psychicznych. Tak, aby osoby te miały szansę na współtworzenie w procesach zdrowienia, współtworzenie w procesach decyzyjnych. Największą przeszkodą jest stygma społeczna i izolacja. Tylko upodmiotowienie jednostek może dać szansę na ich wyjście do społeczeństwa. Grupy wsparcia mają tę moc…
- Jak najnowsze technologie mogą pomóc w leczeniu pacjentów i docieraniu do nich?
Nowe podejście psychospołeczne, a nie biomedyczne oraz wsparcie przez przeszkolone osoby z podobnym doświadczeniem.
- Jak myślisz, co jest najlepszym sposobem aktywizacji i terapii osób po kryzysach psychicznych?
Zdrowienie nie następuje w szpitalu a w społeczeństwie.
- Często chorzy mają złą opinię o systemie lecznictwa. Panuje również opinia, że firmy farmaceutyczne specjalnie nie wynajdują leku likwidującego schizofrenie i podobne choroby, dawkując przewlekle uśmierzacze choroby? Jaka jest Twoja opinia na ten temat?
Firmom farmaceutycznym zależy głównie na biznesie.
- Jak duża, według Ciebie, jest skala chorób pobocznych wśród pacjentów, wywołanych wieloletnim przyjmowaniem leków psychiatrycznych? Jaki to może mieć wpływ na ich długość i jakość życia?
Środki psychiatryczne, często określane jako „leki psychiatryczne”, to substancje zdolne do wpływania na umysł, emocje i zachowanie. Mogą one zmieniać nasz sposób myślenia, odczuwania i postrzegania świata. Niektórzy ludzie uważają je za korzystne, ponieważ mogą łagodzić objawy problemów ze zdrowiem psychicznym. Inni uważają je za nieskuteczne. Podobnie jak wszystkie lekarstwa, środki psychiatryczne mogą mieć niezamierzone i niepożądane (uboczne) skutki, które upośledzają funkcjonowanie i mogą zagrażać ogólnemu zdrowiu.
- Jakie cechy i umiejętności powinien posiadać każdy specjalista pracujący z osobami chorymi?
Specjalista powinien przede wszystkim być człowiekiem i widzieć w swoim kliencie człowieka. Być otwartym i uważnym na to co ktoś ma do powiedzenia, jaka jest jego historia. Niestety rzadko albo wcale uczą tego w szkołach. Niestety jest wiele osób, którym specjaliści nie pomogli. Potrzeba jest zmian, począwszy od szkół medycznych, edukacji tych, którzy już pracują w zawodzie i włączania przeszkolonych osób z własnym doświadczeniem kryzysów.
- Jak ważny jest balans między pracą zawodową a zdrowiem? Co robić aby nie wypalić się zawodowo, a nawet nie popaść w przepaść dolegliwości psychicznych?
Równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym jest potrzebna każdemu. Jej brak prowadzi do problemów zdrowotnych w dłuższej lub krótszej perspektywie.
- Jak balansujesz swoje życie, aby być zdrowym? Jakie błędy popełniłeś w przeszłości w tym obszarze?
Cały czas warto jest praktykować: uważność na siebie, swoje potrzeby, czułość dla siebie, robienie sobie drobnych przyjemności, odpoczynek, wdzięczność za to co się ma, aktywność sportową czy pasje…kiedyś tylko pracowałam, musiałam się stale wykazywać dużo musiałam, teraz mogę, chcę
29. Jak wspierali Cię Twoi bliscy w kryzysie psychicznym? Za co jesteś im najbardziej wdzięczna?Kiedyś bliscy wspierali mnie jak umieli najlepiej, niekoniecznie z korzyścią dla mnie teraz ja staram się nie popełniać błędów…wspieram bazując na swoim doświadczeniu i lekcji, którą z tego wyniosłam.
- 30. Jakie są problemy na rynku pracy dotykające osoby chorujące psychicznie? Czy państwo właściwie wspiera firmy dające zatrudnienie osobom chorym psychicznie i osobom z orzeczeniami niepełnosprawności?
Osobom z niepełnosprawnością psychospołeczną jest trudno podejmować pracę na otwartym rynku pracy. Po pierwsze przez stygmę społeczną – ujawniając swoje problemy można się spodziewać odmowy zatrudnienia, gdyż pracodawcy mogą obawiać się osób z doświadczeniem problemów psychicznych.
Podejmując pracę w danym miejscu należy uwzględniać większą absencję osób, które borykają się z problemami tej natury. Co również może nie być mile widziane na rynku pracy.
Pozostają zakłady pracy chronionej, w której osoba z wysokimi kwalifikacjami znajdzie zaś pracę jako np. sprzątaczka czy ochroniarz…bardzo mało jest w Polsce zakładów aktywności zawodowej, dającej szansę na rehabilitacje zawodową.
- 31. Czy system przyznawania rent w Polsce działa właściwie? Czy wg Ciebie renciści powinni móc dorabiać do renty? Jeśli tak to w jakim stopniu i w jaki sposób?System rent i benefitów społecznych wprowadza schemat tzw. drzwi obrotowych, czyli uzależnienia użytkowników tego systemu od niego. Wielu ludzi nie podejmuje wysiłku szukania dla siebie czegoś rozwojowego, staje się zależnym od stałych, niskich wypłat wielokrotnie na całe życie. Co więcej, chcąc dorobić do renty nie można przekroczyć pewnego progu, co również zamyka drogę do rozwoju i podejmowania nowych wyzwań.
32. Czym według Ciebie charakteryzuje się niepełnosprawność osób z zaburzeniami psychicznymi np. w porównaniu z innymi niepełnosprawnościami, czy z pełnosprawnymi np. w rolach społecznych czy pracy zawodowej?
Większa wrażliwość, mniejsza odporność na bodźce zewnętrzne, potrzeba większego odpoczynku, potrzeba częstszych absencji z pracy, brak koncentracji wywołany m.in. lekami, problemy związane z nawiązywaniem relacji/pełnieniem ról społecznych poprzez autostygmatyzację oraz funkcjonowanie w systemie opieki psychiatrycznej (liczne hospitalizacje) – zależność od systemu, brak wykształconych umiejętności życia w społeczeństwie.
- 33. Jak powinno wyglądać właściwe stanowisko pracy, według Ciebie, dla osób z zaburzeniami psychicznymi?
Uważam, że powinny być tworzone miejsca takie jak zakłady aktywności zawodowej, aby powoli przysposabiać ludzi do powrotu na łono społeczeństwa i do zawodowej ścieżki. Miejsca pracy powinny mieć grupy wsparcia, aby funkcjonowanie w miejscu pracy było łatwiejsze. Potrzebne są również szkolenia psychoedukacyjne dla pracodawców, aby ich uwrażliwiać na tematykę zdrowia psychicznego.
-
Przedstaw siebie i Twoje życie w kilku zdaniach?
Jestem kobietą, żoną, matką, psychologiem klinicznym, psychoterapeutką. Od wielu lat pracuję w ochronie zdrowia – najdłużej z osobami po kryzysach psychicznych na różnych etapach ich procesu zdrowienia. Kocham zwierzęta i przyrodę, one dają mi prawdziwe wytchnienie.
-
Jak wygląda Twoje samopoczucie dzisiaj? Jakie było wczoraj? Jakie według Ciebie będzie jutro?
Jestem bardzo zmęczona – czekam na urlop i wiem, że za dużo pracuję. Jutro? Znowu będę dużo pracować… za dużo? Ostatnio więcej o tym myślę, ale jeszcze nie mam satysfakcjonującej odpowiedzi, co dalej. Z drugiej strony nadal zaciekawia mnie człowiek, który zaraz wejdzie do gabinetu. Myślę, jaką przyniesie historię. Czuję też odpowiedzialność – czy uda mi się pomóc… zrozumieć… nawiązać relację…
-
Patrząc na 10-20 lat wstecz opisz, co było Twoimi największymi osiągnięciami, a co uważasz za swoje porażki?
Zawodowo jestem bardzo zadowolona, że od początku pracowałam w szpitalu psychiatrycznym. To dało mi wgląd w to, jak wyglądają różne etapy chorowania i zdrowienia. Nie wyobrażam sobie pracy tylko w gabinecie i to od razu po studiach. Praca w zespole, z bardziej doświadczonymi koleżankami i kolegami, dała mi otwartość i ogrom doświadczenia. Nie było łatwo (zarówno czasowo, jak i finansowo) zrobić specjalizację, certyfikat psychoterapii, szkolić się w różnych miejscach, ale cieszę, że mogłam to zrobić. Porażką jest to, że to wszystko działo się (i nadal się dzieje) kosztem życia rodzinnego i osobistego.
-
Czy czujesz się wypalony życiowo lub/i zawodowo?
Bywam wypalona. Myśląc o pracy staram się temu zapobiec – dlatego ostatnio zmieniłam miejsce pracy. Jeśli nie mogę gdzieś być sobą i pracować zgodnie z moimi standardami etyki pracy staram się coś zmieniać. Nie było to łatwe i zajęło mi zbyt dużo czasu. W pracy psychologa wypaleniu przeciwdziała kontakt z człowiekiem, bardzo to codziennie czuję. Z drugiej strony zbyt dużo obowiązków zawodowych, czasem trudności z odmawianiem, powodują, że poziom wypalenia wzrasta. Myślę, że wypalenie to taka sinusoida a nie jeden stan …a może tak jest tylko u mnie? Ale dla własnego pocieszenia, chyba nie jest z moim wypaleniem aż tak źle, skoro mój syn wybrał ten sam zawód co ja 😉
-
Jak w kilku zdaniach przebiegała Twoja droga zawodowa?
Rozpoczynałam pracę z młodzieżą i dziećmi, potem z dorosłymi – zarówno na oddziałach całodobowych szpitala psychiatrycznego, jak i na oddziałach dziennych, w poradni oraz w gabinecie psychoterapeutycznym. Zawsze towarzyszyła mi praca w grupie (która bardzo doceniam) ale również praca z rodzinami, parami oraz w praca indywidualna. Sporo doświadczenia zdobyłam jako diagnosta i biegły sądowy.
-
Co możesz powiedzieć o osobach chorujących psychicznie/doświadczających kryzysów psychicznych, które napotkałaś na swojej drodze?
Osoby, które spotykałam pracy to cały przekrój kryzysów – od traum, kryzysów życiowych, po stany chorobowe i często ich konsekwencje – zdrowotne, społeczne, rodzinne. Od każdej osoby napotkanej na mojej drodze nauczyłam się czegoś innego. Na pewno praca z osobami po kryzysach psychicznych nauczyła mnie tolerancji i akceptacji. Doszłam do wniosku, że każdy ma swoją drogę chorowania i zdrowienia. Nie ma dwóch takich samych osób, dwóch takich samych schizofrenii czy depresji i dwóch takich samych sposobów leczenia. Są osoby, których nigdy nie zapomnę, niestety części z nich już z nami nie ma. Bardzo żałuję.
-
Czy zgadzasz się ze słowami prof. Antoniego Kępińskiego, że chorzy psychicznie/schizofrenicy: „więcej czują i inaczej rozumieją, I dlatego bardziej cierpią”? Odpowiedź uzasadnij.
Generalnie tak, ale mam też myśl, że to również może jakoś stygmatyzujące. Lubię myśleć, że nie różnimy się aż tak bardzo. Różnimy się wszyscy jako ludzie poziomem wrażliwości, umiejętnościami radzenia sobie itd. Kiedyś częściej myślałam, że osoby np. cierpiące na schizofrenię są bardziej kruche, ale z drugiej strony wielokrotnie jestem zaskakiwana ich siłą i determinacją, a czasem też… niską wrażliwością. Myślę więc, że może bardziej chodzi o sposób wyrażenia tego, z czym sobie nie radzimy, co nas dotyka.
-
Co było najtrudniejsze w Twojej drodze zawodowej?
Zdecydowanie śmierć i dramatyczne wybory, których byłam „świadkiem”.
-
Czy myślisz, że system opieki psychiatrycznej w Polsce jest właściwy, wydolny, skuteczny? Uzasadnij swoje stanowisko.
Widzę dużo zmian na plus w ostatnich czasach (nieco lepszy dostęp do leczenia, coraz więcej programów pomocowych, wzrastająca liczba stowarzyszeń włączających się w pomoc, mniejsza stygmatyzacja), ale jest też dużo do zrobienia – nadal brakuje pomocy dostosowanej do indywidualnych potrzeb osoby, nie do przyjęcia są długie kolejki do psychologów, psychoterapeutów, brak możliwości wyboru metody leczenia, nadal zbyt długo czeka się na pomoc przy pierwszym epizodzie choroby, za mało jest opieki środowiskowej. Obserwuję również, że coraz więcej osób poszukuje pomocy psychiatrycznej/psychologicznej i potrzeby osób po ciężkich kryzysach związanych z chorobą schodzą na plan dalszy, nie mają siły „przebicia”, dopóki nie staje się konieczna hospitalizacja. Oczywiście „kuleje” też szeroko pojęta profilaktyka i praca z rodzinami. System leczenia koncentruje się na osobie chorej, zapominając o wsparciu dla systemu rodzinnego. Mam niezgodę na sytuacje, gdy osoba z diagnozą psychozy wg systemu potrzebuje rehabilitacji i wsparcia a osoba z diagnozą np. zaburzeń osobowości czy depresji – wielomiesięcznych, zaplanowanych oddziaływań psychoterapeutycznych. Moim zdaniem, obie te grupy powinny mieć równy dostęp do wyboru sposobu leczenia.
-
Czy masz pomysły na zmiany w opiece psychiatrycznej w Polsce?
Podejście Otwartego Dialogu i leczenia dostosowanego do indywidualnych potrzeb (jestem zachwycona tą filozofią pomagania). Moim zdaniem więcej zajęć z Psychologii i Psychoterapii powinno być włączone w szkolenie studentów medycyny a już na pewno w szkolenie specjalistyczne przyszłych psychiatrów. Przyszłym psychologom brakuje pewnie wiedzy dotyczącej farmakoterapii.
-
Na przestrzeni lat polska psychiatria dzieliła się na tę północna, której wzorem jest prof. Tadeusz Bilikiewicz i ufność w farmakologię oraz na psychiatrię południową, której wzorem jest prof. Antoni Kępiński i ufność raczej w psychoterapię. Jak myślisz, jakie połączenie tych dwóch podejść jest najlepsze dla chorujących i najskuteczniejsze, jeśli chodzi o rezultaty leczenia?
To chyba bardzo zależy od indywidualnych potrzeb każdej osoby – nie ma ideału. Na mojej zawodowej drodze spotkałam osoby, które oczekiwały tylko leczenia farmakologicznego i medycznego rozumienia swoich problemów ze zdrowiem, ale spotkałam tez osoby, które widzą swoje problemy ze zdrowiem z bardziej psychologicznej perspektywy. Widziałam na przykład, jak leki nie działały bez włączenia psychoterapii. Dla mnie najważniejsza jest możliwość wyboru. Przyznaję jednak, że czasem zmęczona „walką” o uznanie psychologicznych metod myślenia o kryzysach i leczenia ich psychoterapeutycznie marzyłam o przeniesieniu się do Krakowa, no ale za bardzo kocham morze i Gdańsk no jak również wyzwania 🙂
-
Jeżeli miałabyś napisać list do chorób Twoich pacjentów i ich samych, jaką miałby treść?
Trudne pytanie. Na pewno to byłyby różne listy, o bardzo zindywidualizowanej treści, osobiste. Czasem na psychoterapii grupowej uczestnicy prowadzonych przeze mnie grup pisali takie listy i zawsze było to bardzo twórcze i poruszające.
-
Co sądzisz o znajomych z branży leczniczej? Jakie mają postawy, charaktery? Jak walczą lub nie walczą z przypadłościami swoich pacjentów i realiami lecznictwa w Polsce?
Spotkałam bardzo różne postawy – od otwartości, chęci pomocy, pełnego zaangażowania nawet kosztem swoich potrzeb, zrozumienia, pracy nad zmianą systemu po osoby wszystkowiedzące (tych boję się najbardziej) i nic nie chcące (przestające się uczyć, rozwijać, twórczo myśleć). Ostatnio jestem trochę zawiedziona pewnymi postawami, więc nie chcę się rozpisywać, ale na pewno warto szukać ludzi otwartych, bo jest ich sporo!
-
Od kilku lat głównie w środowisku psychoterapeutów nie mówi się osoby chorujące psychiczne, lecz osoby doświadczające kryzysów psychicznych. Jak myślisz czy to dobrze czy źle? I czy według Ciebie chorujemy czy kryzysujemy? Czy jesteśmy na nieskończonej drodze zdrowienia czy jednak chorujemy przewlekle? Jakie podejście jest Ci bliskie?
Określenie choroba psychiczna stało się zbyt stygmatyzujące. Z drugiej strony określenie kryzys czasem wydaje mi się zbyt ogólnikowe. Nie mam tu dobrego rozwiązania. Staram się używać określenia kryzys lub mówię „osoba cierpiąca na …” jeśli potrzebuję dookreślenia. Znam osoby, które wyszły z kryzysu, ale znam też osoby, o których myślę jednak w kontekście przewlekłości chorowania. Chyba tutaj też trudno uogólniać. Dla mnie ważne jest jak osoba o tym myśli i jakie myślenie staje się bardziej korzystne w zdrowieniu czy utrzymywaniu komfortu życia z diagnozą.
-
Czy w jakiś sposób wyrażasz się np. artystycznie, czy masz jakieś ciekawe hobby, które praktykujesz i które jest swoistym bezpiecznikiem dla Twojego zawodu lub ogólnie życia?
Ciągle mam na to za mało czasu, nad czym ubolewam. Kocham moje miasto Gdańsk i jego historię, uwielbiam czytać, podróżować i kocham spacery z moim ukochanym psem.
-
Jakbyś miała polecić jakąś książkę czy film, który jest pozycją obowiązkową, pomocną dla chorych, w tym tych, którzy dopiero zachorowali i długa wyboista droga przed nimi?
Pewnie jest wiele takich pozycji. Jako pierwsze przyszły mi do głowy 2 filmy :„Miłość Larsa” oraz „Człowiek imieniem Otto” (chociaż wolę jego szwedzką wersję).
-
Jaki złoty środek, nowe podejście, pomysł według Ciebie mógłby ustrzec dzieci i młodzież przed kryzysami psychicznymi?
Niestety nie ma złotych środków. Na pewno pomocne jest wsparcie całych rodzin, profilaktyka, wiedza o problemach psychicznych oraz o emocjach. Moim zdaniem w szkołach podstawowych przedmiotem koniecznym byłoby nauczanie radzenia sobie ze stresem i emocjami.
-
Jak na chorobę osoby bliskiej reagują osoby jej towarzyszące na co dzień (np. rodzina, znajomi, sąsiedzi itd.)?
Boimy się tego czego nie znamy, boimy się pomagać jeśli nie mamy wiedzy i umiejętności. Choroby nie można wyjąć z kontekstu społecznego/rodzinnego!
-
Czy popierasz środowiskowe leczenie psychiatryczne, które według zasady idzie do chorych zamiast więzić ich w łózkach dużych szpitali? I czy duże szpitale są nadal potrzebne według Ciebie?
Zdecydowanie przyszłość psychiatrii leży w leczeniu środowiskowym, dostępnym jak najszybciej, leczeniu bliskim miejscu zamieszkania. Moim zdaniem oddziały psychiatryczne powinny być oddziałami w szpitalach ogólnych i winny być traktowane tak samo jak interna czy kardiologia. Pobytów szpitalnych nie da się w 100% wkluczyć, ale powinny być krótkie, intensywne w sensie udzielanej pomocy.
-
Dr Daniel Fisher, sam doświadczony schizofrenią psychiatra, opracował zasady eCPR, czyli emocjonalnej pierwszej pomocy/resuscytacji (więcej o tym np. tutaj https://www.centrumdialoguemocjonalnego.pl/index.php/ecpr) – co sądzisz o tym? Czy tzw. karetki pomocy psychiatrycznej, gdzie z interwencją jedzie psychiatra, psycholog oraz asystent ds. zdrowienia, są wg Ciebie potrzebne w Polsce?
Moim zdaniem warto to rozważyć, ale nadal karetki to ostateczność, do której być może rzadziej by dochodziło, gdyby była lepsza dostępność do różnych form pomocy.
-
Jak myślisz, czy organizacje pozarządowe (fundacje, stowarzyszenia) mogą nieść prawdziwą pomoc osobom chorującym/zdrowiejącym i ewentualnie w jaki sposób według Ciebie mają to robić?
Dla mnie przyszłość jest w NGO, dlatego że one są bliżej potrzeb ludzi. Konieczne jest jednak ich odgórne wsparcie, nie można wszystkiego „zrzucać” na NGO, one nie zastąpią skutecznego systemu ochrony zdrowia. Ich rola na pewno wzrasta w sytuacji zdrowienia i problemów życiowych związanych z często przewlekłą chorobą, długim zwolnieniem lekarskim, stratą pracy czy izolacją. Role NGO widzę też w profilaktyce i przeciwdziałaniu stygmatyzacji, tworzeniu przyjaznego otoczenia społecznego dla osób po kryzysach.
-
Czy wg Ciebie zawód Asystent ds. Zdrowienia, przyjmie się w Polsce? Uzasadnij swoje stanowisko w tej kwestii.
Myślę, że tak, ale potrzeba czasu (widzę pewien opór ludzi zajmujących się pomocą specjalistyczną). Przykład leczenia uzależnień pokazuje, że sama idea działa i nie trzeba do tego nikogo przekonywać.
-
Czy sieciowanie oddolne np. przez pomaganie w tworzeniu oddolnych grup wsparcia jest dobre? Jakie ma plusy i minusy?
Plusy – zaangażowanie, wiedza na temat konkretnych potrzeb, minusy – często pojawiający się w kryzysach brak motywacji, sił na działanie, stąd te inicjatywy bywają niestabilne.
-
Jak najnowsze technologie mogą pomóc w leczeniu pacjentów i docieraniu do nich?
Nie czuję się tu specjalistą, ale myślę, że np. aplikacje wspomagające pamiętanie o zażyciu leków, te które wspierają tzw. higieniczny tryb życia (relaksacja, aktywność, zdrowy sen) bywają chętnie wykorzystywane przez moich klientów. Myślę też, że platformy edukacyjne będą się coraz bardziej rozwijać. Pandemia przekonała mnie do pracy zdalnej i niezależnie od zagrożenia epidemią czasem przy nasilonych trudnościach mobilizacyjnych oraz lękach praca on line bywa jedynym wyjściem.
-
Jak myślisz, co jest najlepszym sposobem aktywizacji i terapii osób po kryzysach psychicznych?
Myślę, że są to oddziały dzienne, grupy wsparcia ale też powrót do pracy.
-
Często chorzy mają złą opinię o systemie lecznictwa. Panuje również opinia, że firmy farmaceutyczne specjalnie nie wynajdują leku likwidującego schizofrenie i podobne choroby, dawkując przewlekle uśmierzacze choroby? Jaka jest Twoja opinia na ten temat?
Takie samo zdanie słyszę od czasem chorych również z innymi problemami zdrowotnymi. Staram się się wierzyć, że leki mają pomagać, ale też nie są złotym środkiem. Poza tym psychika ludzka i ludzki mózg jest tak skomplikowany, a problemy ze zdrowiem psychicznym są tak wielowarstwowe, że trudno znaleźć idealny lek. Widzę, na przestrzeni lat mojej pracy, że leki pomagają (i to coraz skuteczniej) i mają coraz mniej skutków ubocznych. Ale zauważam też (chociaż nie jestem tu specjalistą), że bywają zapisywane w zbyt dużych dawkach i niektórzy lekarze zapisują zbyt wiele leków naraz, co powoduje niechęć do zażywania leków przez chorego. Warto to monitorować. Poza tym przy farmakoterapii również konieczna jest wzajemna współpraca lekarz-pacjent.
-
Jak duża, według Ciebie, jest skala chorób pobocznych wśród pacjentów, wywołanych wieloletnim przyjmowaniem leków psychiatrycznych? Jaki to może mieć wpływ na ich długość i jakość życia?
Niestety psychiatria nadal boryka się z zespołami metabolicznymi (głównie widzę ten nasilony problem wieloletniego zażywania leków), dlatego konieczna wydaje się edukacja na ten temat, oraz pomoc osobom, których ten temat dotyka. Powiedzenie „proszę zmienić dietę” lub „proszę schudnąć” nie wydaje mi się wystarczające. Innym tematem są problemy hormonalne problemy w sferze życia seksualnego. Bywa to niedoceniany problem (zarówno przez lekarzy jak i samych pacjentów).
-
Jak rozpoznać w kilku zdaniach właściwego psychoterapeutę – co taką osobę charakteryzuje. Czy widać to już na pierwszy rzut oka?
Na pierwszy rzut oka nie da się tego sprawdzić (no chyba, że terapeuta np. odbiera telefony podczas spotkania z nami lub zupełnie nas nie słucha). Na początek warto sprawdzić poziom wykształcenia (zapytać o wykształcenie bazowe, ukończone szkolenia, certyfikaty, korzystanie w superwizji, przynależność do organizacji dbających o poziom kształcenia (np. Polskie Towarzystwo Psychiatryczne czy Psychologiczne). Dodałabym sprawdzenie również zawodu Psychologa (tutaj też jeszcze brakuje pełnych regulacji prawnych). Psychologiem nie może być osoba z licencjatem, po kursach czy technikum psychologicznym (o takim też słyszałam). Najlepiej jeśli jest to znana uczelnia i wykształcenie jednolite magisterskie.
-
Jak ważna jest jakość terapii i samego terapeuty w leczeniu? Czy spotkałaś się ze skrzywdzonymi pacjentami przez terapie prowadzoną przez nieprofesjonalnych specjalistów?
Niestety spotkałam się. W razie wątpliwości warto zmienić specjalistę lub skonsultować wątpliwości z innym profesjonalistą.
-
Czy zawód psychoterapeuty powinien być jak najszybciej poddany prawnym regulacjom i jakim? Dla przypomnienia – obecnie każdy może otworzyć gabinet terapeutyczny…
Zdecydowanie TAK, czekam na regulacje prawne zawodu psychoterapeuty z niecierpliwością. Na szczęście jest do tego coraz bliżej.
![]()

